O tym, jak doczekaliśmy się sąsiedzkiej interwencji

Przed 7 rano zapukała do nas sąsiadka. W piżamie i w bojowym nastroju. Powodem jej wizyty była Panna Grymaśna głośno obwieszczająca światu, że nie ma ochoty wstać z łóżka, ubrać się i iść do przedszkola.

Poprzedniego wieczoru Młoda nie mogła zasnąć, więc obudziła się w bardzo złym humorze, łagodnie mówiąc. Na wszystko reagowała płaczem i krzykiem. Po kilku próbach uspokojenia jej doszliśmy do wniosku, że z terrorystami nie negocjujemy i wyszliśmy z pokoju. Wrzeszczała zatem za nami.

Po chwili zmaterializowała się sąsiadka i bez zbędnych uprzejmości wypaliła w stronę Małża, który miał nieprzyjemność otworzyć drzwi:

– Mogę wiedzieć, co tu się dzieje, bo dzwonię na policję!
– To niech pani dzwoni! – odpowiedział hardo, lecz po chwili się zreflektował i dodał już bardziej polubownie. – Córka ma 3 lata, wczoraj nie mogła usnąć, jest niewyspana i ma swoje humorki. Czy pani nie miała małych dzieci?
– Miałam, ale to nie jest normalne, żeby dziecko tak wrzeszczało… – odwróciła się na pięcie i poszła do siebie.

Przyszła, postraszyła policją, spuściła z siebie ciśnienie, za to podniosła nam i poszła. Czy zrobiła coś dobrego? Nie. Gdyby Panna Grymaśna była maltretowanym dzieckiem pomogłaby interwencją w tym stylu? Nie. Jej przekaz był jasny – zróbcie coś z tym dzieckiem, bo mi relaks psuje. A, i macie nienormalne dziecko albo sami tacy jesteście.

Gdyby mój Małż ją potraktował analogicznie do tego, jak ona jego, to na tej klatce schodowej mogłoby dojść do bardzo nieprzyjemnej wymiany zdań. Miała szczęście, że w przeciwieństwie do córki i żony, Małż jest niesłychanie spokojnym człowiekiem.

A mogła zacząć na przykład w taki sposób:

– Dzień dobry, martwią mnie trochę te krzyki. Czy wszystko w porządku? Czy mogę jakoś pomóc? Sama miałam małe dzieci, więc chętnie coś poradzę…

Zwrócę się teraz do Ciebie, sąsiadko. Zrozum, że dla rodzica krzyk dziecka jest traumatycznym przeżyciem. I niekomfortowym.

Nam również zależy na tym, żeby takie sytuacje się nie zdarzały. Ale zrozum, sąsiadko, jeżeli to ma się skończyć, to wymagana jest konsekwencja. Konsekwencja przeważnie trwa dłużej niż 5 minut i nie polega na uleganiu dziecku dla własnej wygody. Staraliśmy się ją uspokoić, ale wyszliśmy z pokoju, bo nie chciała słuchać.

Nie zawsze mamy możliwość spać tak długo, aż się wyśpimy. My jesteśmy w okolicach trzydziestki, Ty sąsiadko, w okolicach pięćdziesiątki, jako tako panujemy nad swoimi emocjami (co do Ciebie, po dzisiejszym spotkaniu, mam wątpliwości). Dziecko potrzebuje jeszcze trochę czasu, żeby się tego nauczyć. I pamiętaj o tym, że jako różni ludzie nierzadko mamy też odmienne temperamenty.

To takie typowe dla pewnego gatunku ludzi, żeby dokuczyć komuś z rana, kopnąć leżącego, wyładować swoje frustracje, nie uruchomić empatii. Zezłościło mnie to, że nawet jeśli przyszłaś do nas z troski, to sprawiłaś wrażenie, jakby nie nie leżało Ci na sercu dobro naszego dziecka tylko własny komfort. Zdenerwowało mnie to, że nie dałaś szansy na dialog, tylko spuściłaś bombę i odeszłaś. Naprawdę, ta scena mogła wyglądać zupełnie inaczej i nie zostawić tylu złych uczuć. My byliśmy bezsilni, teraz jesteśmy oprócz tego zirytowani. Ty, sąsiadko, raczej też nie poprawiłaś swojego samopoczucia.

Nie będę jednak kryć, że należy Ci się mała pochwała za cywilną odwagę. Może kiedyś, jak jeszcze trochę potrenujesz, uda Ci się zareagować odpowiednio do sytuacji.

Pin It

4 przemyślenia nt. „O tym, jak doczekaliśmy się sąsiedzkiej interwencji”

  1. Wiesz.. Zazwyczaj (u normalnych ludzi) takie interwencję nie są spowodowane jednokrotnym incydentem a raczej ten ‚ostatni’ jest już po prostu momentem kiedy ktoś ma dość. Szkoda tylko że większość tych co im sąsiad zapuka do drzwi patrzą przez pryzmat tylko ostatnich wydarzen

    1. Wszystko zależy od tego, w jaki sposób ten sąsiad puka i co mówi, gdy mu się otworzy. Jeżeli mieszka się w bloku, trzeba się liczyć z tym, że komuś małe dziecko płacze, innemu szczeka pies, ktoś inny robi remont, inny głośno kopuluje albo codziennie tłucze schabowe. Wszyscy wydajemy denerwujące dźwięki – moja sąsiadka imprezuje i śpiewa arie oraz swego czasu uczyła gry na flecie… A moje dzieci czasem krzyczą i głośno wyrażają emocje, jak wszystkie dzieci a nawet spora część dorosłych ludzi 😉

  2. A może warto się postawić na miejscu sąsiadki, może ona też już ma dosyć ciągłych krzyków i płaczu od samego rana? Zgadzam się z Edmunem, może warto jest postawić się na miejscu sąsiadki, której też puszczają nerwy kiedy zmuszona jest słuchać takiego koncertu od rana. W obecnych czasach coraz więcej rodziców nie radzi sobie z wychowywaniem własnych dzieci, czego świadkami muszą być wszyscy sąsiedzi w okolicy. Dlaczego to sąsiadka ma postawić się na Waszym miejscu, kiedy Wy nie potraficie się postawić w jej sytuacji?

    1. Oj, potrafimy się postawić w jej sytuacji i szanujemy jej przestrzeń prywatną. Dlatego nie przychodzimy do niej o 21:30, kiedy kilka razy w tygodniu w łazience wyśpiewuje arie albo jej goście wychodząc w nocy robią harmider na klatce schodowej. Co Twoim zdaniem jeszcze mogłabym zrobić? Bardzo mnie ciekawi Twoja odpowiedź, bo nie podsuwasz żadnych rozwiązań, tylko zostawiasz krytykę.

      Sąsiedzi, którzy mieszkają pod nami też mają dziecko w okolicy 3 roku życia i ono również dość często płacze – wieczorem, bo nie chce iść spać oraz rano, bo nie chce wstać. I kilkukrotnie w ciągu dnia ze sobie znanych powodów.

      Mam wrażenie, że wielu rodziców bojąc się krzyku, bo co sąsiedzi powiedzą, skacze dookoła dzieci i obchodzi się z nimi jak z jajkiem, nie pozwalając im na przeżywanie trudnych emocji, zabawiając je nadmiernie. A potem szok, że dziecko idzie do szkoły i nie radzi sobie ze stresem…
      Bunt trzylatka i jego histerie są naturalnym etapem rozwoju. Sprawdzałam w specjalistycznej literaturze i konsultowałam z pediatrą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *