10 faktów o mnie – Liebster Award

Na początku grudnia Gosia, współautorka bloga Trawka cytrynowa, nominowała kilku ulubionych blogerów do Liebster Award. Zrobiło mi się szalenie przyjemnie, że znalazłam się w tym gronie. No i do tego przeczytałam o moim dziele tyle miłych słów! Nie wiedziałam nawet, że można ich tak wiele napisać 😉 Fajnie zobaczyć swoje dzieło czyimiś oczami, tym bardziej, że sama mam często problem z tym, żeby w kilku słowach opisać, jaki jest mój blog – Gosi się to udało.

Trochę to trwało, zanim udało mi się skończyć ten wpis – systematyczność i refleks nie są ostatnio moimi cnotami.

Idea Liebster Award jest taka, że nominowana osoba odpowiada na kilka pytań i ma możliwość przeprowadzenia czegoś w rodzaju wywiadu ze swoimi ulubieńcami (podam ich na końcu tego wpisu – bardzo lubię Gosię, ale nie będę jej nominowała w odwecie, bo będziemy się tak liebsterować potem miesiącami – kto to potem będzie czytał?).

Oto moje odpowiedzi na pytania przygotowane przez Małgosię:

1. Jaka jest twoja największa kulinarna słabość?

Musztarda! 😀 Zawsze mam kilka rodzajów w lodówce, robię też sama. Musztardę ziarnistą mogę wyjadać łyżeczką ze słoiczka tak, jak inni wcinają dżem. Z musztardą mogłabym jeść chyba wszystko. Dałabym się też pokroić za pierniczki – uwielbiam takie nieprzesadnie słodkie, ale wyraźnie „pierne”. Kocham również pączki, szczególnie te z piekarnika. Potrafię ich zjeść naprawdę dużo, dlatego piekę je tylko w okolicach tłustego czwartku (zaczynam tydzień lub dwa wcześniej) 😀

2. Jaka jest ulubiona kulinarna pora roku?

Najbardziej lubię przełom lata i jesieni – połowę września do połowy października, kiedy na straganach można kupić najdojrzalsze, najpiękniej pachnące owoce i warzywa, a w lasach jest wysyp grzybów. W tym czasie w mojej kuchni piętrzą się góry soczystych pomidorów i słodziutkich węgierek, a Małż kursuje ze słoikami, wynosząc keczupy i powidła i przynosząc puste naczynia. Z ekscytacją czekam też na początek sezonu na bób – mogłabym żywić się tylko nim, ale podejrzewam, że wpłynęłoby to niekorzystnie na trwałość mojego małżeństwa.

3. Opisz swój największy kulinarny niewypał.

Zupa cygańska – jako młoda pani domu nie pomyślałam, żeby po ostudzeniu schować ją do lodówki. Na drugi dzień zjadł ją Małż i pojechał w trasę. Do dziś wspomina, jak mu się spieszyło do każdego zjazdu na autostradzie.

4. Jaka jest Twoja ulubiona książka kucharska?

To jest bardzo trudne pytanie, bo każda książka, którą posiadam, jest tą ulubioną w określonej kategorii. Z książek kucharskich takich również do poczytania lubię „Apetyczną Pannę Dahl” i „Córeczkę tatusia” Gwyneth Paltrow – czymś mnie kusi ta angielska nostalgia Sophie i kalifornijska swojskość Gwyneth. W kategorii kuchnia polska zwyciężają „W staropolskiej kuchni i przy polskim stole” Marii Lemnis i Henryka Vitry (nie każdy wie, że te dwa nazwiska to pseudonim Tadeusza Żakieja), „Kuchnia Neli” Anieli Rubinstein oraz „Kuchnia Słowian” Hanny i Pawła Lisów, z książek o zdrowym i szybkim gotowaniu „15 minut w kuchni” i „30 minut w kuchni” Jamiego Olivera. Mam dwie chlebowe „biblie” – „Chleb” Hamelmana i „Chleb. Domową piekarnię” Piotrka Kucharskiego.

5. Z jakiego powodu zaczęłaś blogować?

Zaczęłam blogować w listopadzie 2012 roku. Stało się to trochę z chęci walki z monotonią „mamusiowej” egzystencji, bo miałam już wtedy rocznego Człowieka Wyżerkę i od jakiegoś czasu byłam na urlopie wychowawczym – nadrobiłam zaległości czytelnicze i serialowe, zaczęłam szukać innych rozrywek, odkryłam blogi. Na pewno chciałam też udowodnić sobie i innym, że świeżo upieczona mama nie musi się realizować tylko w zakresie opieki nad dzieckiem i może mieć hobby inne niż prasowanie mikroskopijnych ciuszków czy dbanie o urodę. Do pisania bloga podpuścili mnie również znajomi, którzy stwierdzili, że przyjemnie się czyta to, co piszę, a na bloga okołokulinarnego wiele osób chętnie zajrzy, bo gotowanie dotyczy każdego.

6. Jak sobie radzisz z brakiem weny?

Ostatnio muszę radzić sobie albo z brakiem weny, albo z brakiem sił/czasu/sposobności. Jeśli mam jedno, to brakuje mi drugiego. Dojrzewam do tego, żeby zainstalować sobie w telefonie dyktafon i nagrywać pomysły w drodze do pracy. Póki co spontanicznie zapisuję strzępki myśli na karteczkach i wrzucam je do szuflady, czasem udaje się coś z nich złożyć.

7. Leniwe śniadanie czy kolacja na bogato?

Marzę o leniwym śniadaniu, ale w tygodniu śpieszę się do pracy, a w weekendy usiłuję się wyspać. Śniadania robię zatem na szybko, ale za wieczory, kiedy dzieci już położą się spać, są gargantuiczne.

8. Wymarzone miejsce na posiłek.

Marzę o tym, żeby kiedyś zbudować dom z tarasem, na którym w ciepłe letnie wieczory będziemy razem z przyjaciółmi spędzać czas przy dobrym jedzeniu.

9. W mojej lodówce znajdziesz na pewno… musztardę. Pisałam o tym w punkcie pierwszym. Zawsze mam też mleko i ser oraz bardzo dużo masła. Na początku mojej znajomości z Małżem jasno mu powiedziałam, że nie jeśli będzie chciał kupić mi kwiaty, to niech porzuci ten zamiar, bo większą przyjemność mi sprawi, przeznaczając tę samą kwotę na zakup jakiegoś dobrego sera (albo książki).

10. Gdzie wybrałabyś się na kulinarną podróż życia?

Do Włoch – chciałabym u źródła poznać tajniki własnoręcznego przygotowywania makaronów, pieczywa i owoców morza. Kuszą mnie też kierunki wschodnie, szczególnie Japonia i Indie.

11. Jaki jest twój magiczny składnik?

Czas. Wszystko, co najlepsze, wymaga czasu.

Nominuję do zabawy:

Lady Kitchen – mój niekwestionowany number one, mentalna siostra syjamska – jestem pewna, że ją ta nominacja ucieszy „jak nie wiem co”, bo jak sama powtarza, jest „aspołeczną parówą”… Agnieszko, nie musisz dziękować 😛

Niebo na talerzu – kiedy zaglądam na blog Beaty-Opalanki, czuję się jak u siebie – lubimy podobne smaki, obie cenimy smak wspomnień i chętnie wracamy do doświadczeń naszych mam i babć.

Magazyn Kuchenny – mimo nieco mylącej nazwy to również jest blog – blog, który magazynuje przepyszne przepisy i niebywale apetyczne zdjęcia. Prowadzi go duet – Beata i Witek – piękny przykład harmonijnej współpracy, która, jestem tego pewna, zapewni im niebywały sukces.

Klejmotek – Lidia to eteryczna blond polonistka, która pisze o sobie: „Nie lubię elegancji. Nie jestem elegancka. Baby mnie wkurzają”. Uwielbiam ją za ten pazur. Klejmotek to blog refleksyjny, na którym Lidka często pokazuje swoje rękodzieła. Żałuję, że posty pojawiają się na nim tak rzadko, ale muszę przyznać, że nadrabiają jakością.

Gotuj z Kasią – Kasia to dziewczyna o niebywałej charyzmie, która jednocześnie urzeka spokojem i opanowaniem. Podziwiam ją za to, że wspaniale godzi macierzyństwo z prowadzeniem bloga i koordynowaniem prac nad Magazynem KOCIOŁ. Fascynatka kuchni dolnośląskiej, która skutecznie potrafi zarazić pasją.

Dziewczęta, oto pytania do Was:

  1. Jeśli nie blog, to co? Co jeszcze napędza Cię do działania?
  2. Z jaką postacią z serialu/filmu/książki się utożsamiasz?
  3. Kulinarny koszmar dzieciństwa – czego do dziś do ust nie weźmiesz?
  4. Co polecasz obejrzeć/przeczytać?
  5. Jakie zwierzę domowe masz/chciałabyś mieć?
  6. Mamina kuchnia czy restauracyjne szaleństwo?
  7. Tłusty czwartek czy walentynki?
  8. Piątkowy wieczór: kapcie czy szpilki, kanapa czy dance-floor?
  9. Gdzie chciałabyś spędzić wymarzony urlop?
  10. Z jaką fikcyjną bądź historyczną postacią poszłabyś na piwo?
Pin It

Życzenia noworoczne

Czytelnicy moi!

Chciałam Wam podziękować za poprzedni rok – wszystkie komentarze, polubienia, udostępnienia i miłe słowa dodawały mi energii i motywowały do tego, żeby pisać coraz lepsze teksty, nie tylko „suche” przepisy.

Nie jestem najlepsza w składaniu życzeń. Łamanie się wigilijnym opłatkiem często było męczącym obowiązkiem, dopóki sobie nie uświadomiłam, że to nie chodzi o wymyślne i fantazyjne formy, kilkuminutowe koncerty życzeń, tylko o to, żeby zanim się usiądzie do wspólnego stołu, pogodzić się i zgodę tę przypieczętować szczerym uściskiem, pocałunkiem i dobrym słowem.

Mimo całej mojej miłości do słowa pisanego, klecenie życzeń przychodzi mi z trudem i podziwiam tych, którzy potrafią robić to pięknie i jednocześnie spontanicznie. Życząc komuś „wszystkiego najlepszego” zawsze podkreślam, że robię to w najpojemniejszy znaczeniowo sposób, bo czasem w krótszej formie można zawrzeć więcej treści. Każdy w głębi serca czuje, co jest dla niego najlepsze i marzenia o tym powinny się spełnić.

nowy rok 2015-1024

W pierwszym dniu 2015 roku Kobieta Wszechjedząca z Małżem, Panną Grymaśną i Człowiekiem Wyżerką życzą Wam „wszystkiego najlepszego”, w szczególności: cierpliwości dla bliskich, optymizmu, by w każdym dniu znaleźć coś dobrego i radosnego, zdrowia (bo tego się nie da kupić), i wielu okazji do ucztowania w gronie rodziny i przyjaciół! 🙂

Pin It

Wyniki konkursu

Muszę przyznać, że wybranie zwycięzcy było trudniejsze niż przypuszczałam. Po długiej walce z myślami ogłaszam zwycięzców. Po bonie o wartości 50 zł do wykorzystania w serwisie pyszne.pl otrzymują:

KaHa – za smakowitą propozycję oraz myślenie z wyprzedzeniem o następnych latach i prezentach 😉

od-kuchni – za to, że oszczędziła renifera i zrobiła gulasz z jelenia 😉

Magda – za ucztę godną Babette 😉

Gratuluję i dziękuję za udział w zabawie!

Pin It

KONKURS z pyszne.pl

Bywają takie sytuacje, kiedy nie chce się gotować albo nie ma się na to czasu. Nie wstydzę się tego i przyznaję się szczerze, że zdarza mi się wcinać pizzę na telefon (z perwersyjną przyjemnością i dodatkiem lekkiego wyrzutu sumienia). Okazuje się, że jedzenie można zamówić również przez Internet bez konieczności dzwonienia i mozolnego personalizowania swojego zlecenia (a i tak przyjmujący nasze instrukcje coś pomyli :P). Dla „posiadaczy” małych dzieci, które potrafią czasem nieźle hałasować w najmniej odpowiednim momencie opcja internetowa jest idealna. Taką usługę oferuje serwis pyszne.pl
Bardzo szybko i sprawnie wybieramy dania, na które mamy ochotę, klikając na nie, trafiają wprost do wirtualnego koszyka. Również zapłata za jedzenie może odbywać się online. Do wyboru mamy płatność kartą, przelew lub system PayPal – można także zaznaczyć płatność gotówką przy odbiorze.
pyszne_logo_red_rgbStrona jest bardzo prosta w obsłudze i intuicyjna. Po wpisaniu miasta i adresu wyskakuje lista lokali, w których jest możliwość złożenia zamówienia. Zdecydowałam się zamówić sushi z susharni Naka Naka. Wielokrotnie przechodziłam obok niej w trakcie spacerów z dzieciarnią i kusiło mnie, aby wdepnąć i spróbować, co mają w menu – niestety apokaliptyczne wizje demolującego wszystko Głodzilli, który uwielbia te fikuśne buteleczki na sos sojowy, skutecznie mnie od tego odwiodły. Wycieczka na romantyczną kolacyjkę z Małżem również nie wchodziła w grę, bo zapewne w pośpiechu połykalibyśmy maki, by kurcgalopkiem wrócić do naszych Szkodników.
Po opłaceniu zamówienia otrzymałam potwierdzający SMS z szacunkowym czasem dostarczenia. „Donosiciel” wyrobił się co do minuty.
DSC_0012-1024Dowieziony zestaw był świeży, bardzo smaczny i kosztował tyle, ile w lokalu. Naka Naka nie pożałował sosu, wasabi i marynowanego imbiru. Z pewnością jeszcze nie raz będę korzystała z ich oferty na tym portalu.

Dzięki uprzejmości serwisu pyszne.pl mogę zorganizować dla Was szybki konkurs. Do wygrania są 3 bony o wartości 50 zł* Bon można zrealizować tylko zamawiając jedzenie online w serwisie pyszne.pl, w restauracjach, które posiadają w ofercie płatność online oraz które dowożą jedzenie pod adres wpisany przez zwycięzcę. Należy to sprawdzić podając adres dostawy na stronie pyszne.pl. Bon należy wykorzystać w jednym zamówieniu.

Co należy zrobić? Napiszcie w komentarzu, jaką rozgrzewającą potrawą poczęstowalibyście świętego Mikołaja. Czas na nadsyłanie odpowiedzi jest do 6 grudnia do godziny 23:59. W sobotę rano, dzień po Mikołajkach, wybiorę te wypowiedzi, które mnie w jakiś sposób urzekną i wyniki ogłoszę na blogu oraz na fanpejdżu.

*Dane osobowe (adresy e-mail) zwycięzców będą przetwarzane tylko na potrzeby konkursu i zostaną usunięte natychmiast po wysyłce bonów drogą mejlową.

Pin It