Jak się robi prawdziwą mąkę? Nie wiesz? No to biegiem do młyna!

Jak wyobrażasz sobie młyn? Pewnie jako pękaty, przypominający stożek budynek z obowiązkowym wiatrakiem ewentualnie z potężnym kołem wodnym przy któreś ze ścian.

1b-1024

W zeszłym roku postanowiłam pokazać Człowiekowi Wyżerce i Pannie Grymaśnej jak wygląda produkcja mąki i młyn z prawdziwego zdarzenia. Wzięliśmy udział w I Dniu Otwartym Młyna Skokowa.

1a-1024

Tak, ten imponujący przedwojenny budynek to właśnie Młyn w Skokowej. Nie ma wiatraka, nie ma koła, ale za to napędza go pasja i szacunek do tradycji. Izabela i Grzegorz Sznajderowie są doskonałym przykładem na to, że da się z powodzeniem wykorzystywać stare technologie produkcji żywności i oferować towar o niebo lepszy niż ten, który znajduje się w masowej sprzedaży.

21-1024

Ta mąka pachnie i smakuje ziarnem. Nie jest wyjałowiona i wybielona, nie ma w niej antyzbrylaczy i innych dodatków, których świadomie nie chcielibyśmy jeść.

2-1024

W trakcie dnia pokazowego Izabela Sznajder pokazała, że pieczenie chleba jest tak proste, że każdy, przy odrobinie dobrych chęci, jest w stanie temu zadaniu podołać.

3-1024

Do tego na pamiątkę chętni mogli zabrać zakwas żytni. Aż chciałoby się napisać na „wieczną pamiątkę”, bo odpowiednio pielęgnowany zakwas jest praktycznie nieśmiertelny 😉

4-1024

Przepis na łatwy chleb „dla blondynki”, który cieszył się ogromnym powodzeniem na degustacji, można znaleźć na fanpage’u Młyna, wystarczy kliknąć tu – klik.

5b-1024

Mieliśmy możliwość zwiedzić młyn od piwnicy aż po sam szczyt, wszystkiego dotknąć, powąchać, obejrzeć. Jak widać na załączonym obrazku, dzieci nie trzeba było specjalnie namawiać do tego, żeby dokładnie zapoznawały się z eksponatami, wszystko je ciekawiło. Dlatego mając ze sobą maluchy, trzeba mieć oczy dookoła głowy.

6-1024

Grzegorz Sznajder oprowadził po młynie kilka grup zwiedzających, każdej szczegółowo opowiedział o całym procesie mielenia. Wyjaśnił, jak powstają poszczególne typy mąki i czym różnią się między sobą. Wiele osób nie było świadomych, jak dużo substancji dodatkowo dodaje się do „supermarketowej” mąki, aby przedłużyć jej świeżość, poprawić właściwości wypiekowe, czy chociażby kolor (tak, tak, niektóre młyny wybielają mąkę). Młyn Skokowa sprzedaje czystą mąkę bez pogarszaczy.

7-1024

8-1024

W taki sposób napełnia się worki z mąką różnych typów.

9-1024

9a-1024

9b-1024

Zboże, które przyjeżdża do młyna jest pełne rozmaitych zanieczyszczeń, których trzeba się pozbyć. Na przyczepie lub w workach ze zbożem można znaleźć różności: śrubki, stare monety, różnego kalibru kamyczki, kawałki słomy, nasiona innych roślin, piasek… To, co pojawia się w takich transportach, widać w ponumerowanych szklanych pojemniczkach.

10-1024

Zboże przechodzi zatem przez szereg różnych urządzeń, które po kolei oczyszczają je z tych zanieczyszczeń. Zasada ich działania jest prosta i wykorzystuje np. różnice w ciężarze między ziarnem a słomkami (te lżejsze zanieczyszczenia można po prostu wydmuchać) lub różnice w średnicy (zboże przeleci przez sito, zanieczyszczenia pozostaną na nim). Kawałki metalu są wyłapywane za pomocą wielkiego magnesu.

10a-1024

10b-1024

Na poniższych zdjęciach widać, że do każdego z worków wpada określony rodzaj zanieczyszczeń.

10c-1024

10d-1024

Wspominałam już na samym początku, że młyn nie jest napędzany wiatrem ani wodą. Sercem młyna jest ogromny silnik, który za pomocą wielu taśm, przekładni i kół napędza rozmaite urządzenia. Jest to stara technologia, która pamięta jeszcze Niemca, ale nadal się sprawdza.

14-1024

15-1024

16-1024

11-1024

12b-1024

12a-1024

13-1024

19-1024

Na koniec wycieczki, po zdobyciu zakwasu i cennej wiedzy, każdy mógł zakupić solidny zapas uczciwie przygotowanej mąki i w domu cieszyć się smakiem tradycyjnego wyrobu. To naprawdę jest różnica.

20-1024

W tym roku zapowiada się powtórka z rozrywki. Jeśli nie macie pomysłu na spędzenie słonecznej soboty, to z całego serca polecam wycieczkę na II Dzień Otwarty Młyna Skokowa!

Pin It

Festiwal Smaków Dolnośląskich – czy warto?

W przypadku tego typu imprez często ludzie płaczą, że niewielki wybór, brak konkurencji i wysokie ceny. Czy jest zatem sens chodzić na te wszystkie bazary, festiwale i targi z żywnością lokalną, ekologiczną i prosto od producenta?

festiwal 04

Na pierwszej edycji Festiwalu Smaków Dolnośląskich (ul. Zwycięska 4 we Wrocławiu, teren DODR-u) nie mogłam się pojawić, ale z entuzjazmem wybrałam się na drugą. Kupiłam wiele produktów, niektóre były w przyzwoitych cenach (wędliny, jabłka, oleje), inne dość drogie (np. cydr – za pół litra trzeba zapłacić 10 zł, ale powszechnie wiadomo, że krajowy cydr jest drogi).

Jeśli wystawca ma zapłacić 100 zł za stoisko, za paliwo w obie strony (niektórzy przyjeżdżają do Wrocławia z Kotliny Kłodzkiej czy z Jeleniej Góry) i jeszcze zarobić na sprzedaży swoich produktów, to wiadomo, że cena będzie wyższa. Jeśli kupujących będzie niewielu, to i analogicznie zejdzie mniej towaru. Te kilka sztuk trzeba sprzedać jak najdrożej, żeby pokryć chociaż koszty – myśli sprzedający. Kupujący myśli, że drogo i nie poleci koleżance, sąsiadce, znajomej, więcej nie przyjdzie, ale skoro już się przejechał przez pół miasta, to kupi sobie odrobinę, symbolicznie, na spróbowanie, żeby mieć opinię, żeby poznać smak.

przetwory i jaja

wedliny

warzywa 02

ziola i soki

maki i makarony

ser korycinski

Musimy mieć jednak świadomość, że sprzedający ma takie a nie inne ceny też z tego powodu, że jego produkcja nie jest na tak wysokim poziomie, jak w gospodarstwach rolnych wytwarzających żywność na skalę przemysłową. Warzywa nie są przenawożone, zbierane są często ręcznie, areał jest niewielki. To wszystko wpływa na koszt i na wygląd tego, co znajdujemy w ofercie. Każda marchewka, nawet ta pokręcona i niewiele większa od kciuka jest na wagę złota. Dosłownie.

zdobycze

Wydałam nieco ponad 100 zł i kupiłam: 1 butelkę octu jabłkowego, 1 butelkę cydru, 2 kg jabłek, 3 litry soku jabłkowo-porzeczkowego, 250 ml oleju lnianego, po pęczku szczawiu, pietruszki i rzodkiewki, trochę wędlin (nie ma to jak przypomnieć sobie smak dobrego salcesonu i pasztetowej), ekologiczny makaron orkiszowy w kształcie literek. No i ból: daliśmy się z Małżem namówić Człowiekowi Wyżerce na popcorn i watę cukrową (każde po 5 zł!). Niestety, przed samym wejściem na stoiska ustawiła się pułapka na dzieci w postaci tych, nieco odstających od konwencji wydarzenia, „smakołyków” (i to jeszcze z dopiskiem, że „najlepsze pod Słońcem”).

pułapka na dzieci

Dobra, można powiedzieć, że dzięki temu w miarę spokojnie zrobiliśmy zakupy (pomijając moment, gdy Panna Grymaśna niemal pobiła się z bratem o watę cukrową, a później się zorientowała, że w sumie szkoda było zachodu i wyrzuciła łup), ale szczerze mówiąc, okazało się później, że równie dużą frajdę moim dzieciom sprawił kubek soku z kiszonej kapusty.

Jak już jesteśmy w temacie dzieci, to teren wokół DODR-u kusi zielenią i sprzyja wybieganiu się.W zacisznych, zacienionych miejscach stoją urokliwe drewniane stoły i ławki (plastikowe krzesełka również), więc można wygodnie zrobić sobie mały piknik i dłużej pocieszyć się piękną pogodą (jeśli akurat taka jest).

Niedaleko postawiono również Zaczarowany Autobus, który cieszył się sporym powodzeniem wśród dzieciarni i na kocyku rozłożyła swoje farbki pani, która malowała maluchom buzie. To akurat bardzo mi się podobało, chociaż nie skorzystaliśmy, bo Człowiek Wyżerka zbyt był pochłonięty pochłanianiem wyżebranego popcornu.

atrakcje

Czy warto się zatem wybierać na tego typu festiwale, bazary i targowiska? Tak! Zwłaszcza z dziećmi! One uwielbiają ten klimat, zapachy, atmosferę festynu. Widzą, że jedzenie bierze się nie tylko z supermarketu. Mogą czegoś spróbować, dotknąć, powąchać. To jest ogromna frajda.

A dorośli co mogą zyskać? Przy odrobinie otwartości mogą poznać nowych ludzi, porozmawiać o tym, jak wygląda technologia wytwarzania produktów, które się tam sprzedaje, rozwiać swoje wątpliwości, nauczyć się czegoś.

Festiwal Smaków Dolnośląskich to miejsce, w którym powraca biblijny zwyczaj łamania się chlebem. To miejsce, gdzie obcy ludzie życzliwie pochylają się nad tym niecodziennym już, niestety, pieczywem, wypartym przez supermarketowe „dmuchawce”, i ufają, że wkrótce będzie „naszym powszednim”. Trzeba tylko pozwolić takim imprezom trwać. I chodzić na nie!

chleb

cydr trzebnicki

warzywa 01

lono natury 04

lono natury 03

lono natury 01

festiwal 03

festiwal 01

festiwal 02

lono natury 02

Pin It

Dietetyczne rewolucje

Przygotowywanie śniadań to moja zmora. Sama mogłabym się zadowolić kawą z mlekiem i na niej dociągnąć co najmniej do godziny 11. Moje dzieci jednak działają trochę inaczej. I są straszliwie wybredne, a już wybitnie, kiedy się spieszymy. Nawet Głodzilla przy tym posiłku czyni wyjątek od reguły i je niewiele. Nie jestem w stanie podać śniadaniowych propozycji, które zawsze są strzałem w dziesiątkę. Co jednego dnia moje Stwory zjadają z apetytem, tego za tydzień nie chcą nawet oglądać (oczywiście przyrządzonego od nowa, a nie przetrzymanego przez siedem dni w lodówce). Zupy mleczne, owsianki i jaglanki cieszą się średnim powodzeniem, w jajku na miękko atrakcyjne jest tylko żółtko, z tostów bywa wyżerany sam ciągnący się ser, podawanie kanapek przypomina rosyjską ruletkę, bo nie każda pasta uwodzi smakiem a sałata, pomidor, ogórek czy rzodkiewka to dekoracja jest a nie pożywienie… Można dostać załamania nerwowego. Ostatnio hitem jest… suchy chleb.

DSC_0015-1024

Dlatego ucieszyłam się, kiedy dostałam możliwość wzięcia udziału w warsztatach śniadaniowych pod hasłem „Dietetyczne rewolucje” organizowanych przez Oleofarm. Część praktyczna spotkania była poprzedzona wykładem dietetyczki, Anny Drzyzgi. Pani Ania podkreśliła fakt, że Polska zajmuje czołowe miejsce w Europie pod względem szybkości tycia dzieci. Już 17% naszych bąbelków dorobiło się dzięki nam nadwagi. Specjalnie podkreśliłam ‚nam’, bo to my – rodzice – decydujemy o tym, co podajemy na stół i w jaki sposób nasze dzieci spędzają czas (tylko 25% dzieci uprawia sport poza zajęciami w-f).

Aby zachować zdrowie, warto pamiętać o zasadzie 6 U:
– urozmaicanie
(spożywanie szerokiej gamy świeżych, nieprzetworzonych produktów)
– umiar
(rozsądne porcje)
– unikanie
(cukrów i soli)
– uregulowanie
(stałe pory)
– uprawianie sportów
– uśmiech 🙂

DSC_0011-1024

Nie wiem, jak Was, ale mnie zastanawiało, ile dziecko, dajmy na to trzyletnie, powinno zjadać na śniadanie. Optymalna kaloryczność tego pierwszego posiłku to 300-350 kcal. W tym może się zmieścić jedno kupne ciastko (np. popularny i atrakcyjny wizualnie biszkoptowy miś z nadzieniem) i słodzony jogurt owocowy – razem to może być 6-7 łyżeczek cukru. W zdrowym śniadaniu, tj. w bułce pełnoziarnistej z serem i warzywami (sałata, ogórek, rzodkiewka itp.) i jabłkiem do tego, mamy w przeliczeniu maksymalnie 1 łyżeczkę cukru i wiele wartościowych substancji.

DSC_0008-1024Po wykładzie dietetyczki ochoczo przystąpiłyśmy do degustacji produktów Oleofarmu. Smak niektórych był sporym zaskoczeniem, szczególnie dla dzieci przyzwyczajonych do słodkich smaków. Sok z rokitnika przejdzie chyba do legendy. Żałowałam, że nie mogłam zabrać ze sobą Głodzilli, z pewnością spróbowałby wszystkiego, bo on lubi hardkor. Niestety Dziedzic mój, zmagający się z zapaleniem ucha, musiał zadowolić się towarzystwem Panny Grymaśnej i swojego Taty.

DSC_0019-1024

Kiedy spróbowałyśmy soków i olejów, Grzegorz Pomietło, szef kuchni restauracji Art Hotelu, pokazał nam, że wykorzystując kilka ogólnodostępnych składników można łatwo przygotować pasty kanapkowe (znikały równie szybko, jak się je robiło) i sałatki.

DSC_0048-1024

Poza umiejętnościami kulinarnymi zachwycona byłam jego podejściem do dzieci. Widać było, że w ich towarzystwie czuje się swobodnie.

DSC_0038-1024

Kiedy dzieci zajmowały się przygotowywaniem kolorowych szaszłyków z owoców i warzyw, mamy pod czujnym okiem pana Grzegorza eksperymentowały z przepisami na pasty kanapkowe i sałatki.

DSC_0045-1024

Ze spotkania musiałam wyjść przed czasem i nie zostałam na degustacji, bo ktoś musiał ruszyć Małżowi na ratunek. Mimo to zabrałam ze sobą moc miłych wspomnień i inspiracji, bo wielokrotnie w trakcie warsztatów podkreślano, że im ciekawsze i ładniejsze są posiłki, tym chętniej dzieci się za nie zabierają.

Na zdjęciach możecie obejrzeć efekty naszych działań.

DSC_0051-1024DSC_0055-1024DSC_0059-1024

Pin It

Warsztaty Kulinarnej Akademii Książęcego i przepis na deser lodowy

Od dłuższego czasu marudziłam mojemu Małżowi, że zatopiona po czubek głowy w macierzyństwie towarzysko porastam kurzem, mchem i pajęczyną; że kontaktuję się ze światem głównie przez fejsbuka, spotkania zaliczam sporadycznie z wąskim gronem przyjaciół albo w ramach rodzinnych wizyt, a nowych ludzi przeważnie poznaję na placu zabaw (i są w wieku od kilku miesięcy do lat kilkudziesięciu). Gdy już zaczynałam się zbliżać do miejsca na podium w kategorii Najbardziej Zrzędliwa Żona Roku, dobry los rękoma Łukasza Zarębskiego wysłał mi zaproszenie na Warsztaty Kulinarnej Akademii Książęcego.

Tydzień temu skorzystałam z okazji i wyrwałam się wreszcie z domowych pieleszy. Nie będę ukrywać, że tremę miałam jak przed pierwszą randką. Znacie to uczucie, kiedy biegnie w Waszym kierunku stęskniony, wielce uradowany, wielki, kudłaty, mokry i ubłocony pies? Nie chciałam być tym psem.

Spotkanie rozpoczęło się od mini wykładu na temat historii, gatunków i metod wytwarzania piwa oraz kursu jego profesjonalnej degustacji. Dowiedziałam się między innymi, że najmocniejsze piwo na świecie ma ponad 60% alkoholu. Na załączonym obrazku widać, jak kontemplujemy aromat piwa Książęce Ciemne Łagodne. Jeśli ktoś mnie nie kojarzy, to podpowiem, że ta w czerwonej bluzce to ja.

fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com
fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com

Okazuje się, że smakowanie piwa nie różni się wiele od smakowania wina – kryteria są bardzo podobne, z tą różnicą, że w przeciwieństwie do wina, piwno należy połknąć, żeby je ostatecznie ocenić.

Po części teoretycznej trafiliśmy w ręce Jurka Sobieniaka (znanego m.in. z „Pytania na śniadanie”)  i zaczęły się rozważania na temat piwa jako składnika potrawy i tego, w jaki sposób je dobierać – ma stanowić kontrę czy dopełnienie? Sporo czasu poświęciliśmy zagadnieniu zapachów, na start w ruch poszła deska serów a nam oszalały ślinianki (przynajmniej mi włączyło się pierwsze piwne gastro).

fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com
fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com
fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com
fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com

Kiedy już wywąchaliśmy wszystko, co było do wywąchania, ruszyliśmy na podbój kuchni. Oprócz Jurka opiekę nad nami sprawował Andrzej Andrzejewski, o którym można powiedzieć, że Obama jadł mu z ręki (był w ekipie gotującej dla prezydenta USA podczas jego ostatniej wizyty).

Mi przypadło stanowisko z deserami. W pierwszym momencie byłam mocno zawiedziona, bo razem z kolegą mieliśmy tylko uprażyć orzechy włoskie i zrobić syrop z piwa. Tęsknym wzrokiem spoglądałam na stanowiska z mięchem, a potem pomyślałam, że w sumie mi się przyfarciło, bo mogę sobie poskakać z kwiatka na kwiatek i podglądać, co się gdzieś indziej gotuje. Tak więc sącząc sobie leniwie browarka, kręciłam się to tu, to tam.

fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com
fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com
fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com
fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com
fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com    fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com
fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com
fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com     fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com
fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com

Warsztaty przypominały bardziej dobrą imprezę w kuchni połączoną ze wspólnym gotowaniem niż poważną naukę sztuki kulinarnej. Duża w tym zasługa dziarskich instruktorów i Łukasza, który pełnił funkcję podczaszego i pilnował, żebyśmy nie uschli z pragnienia w trakcie gotowania.

fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com     fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com
fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com
fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com     fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com
fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com
fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com     fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com
fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com
fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com
fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com
fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com
fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com
fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com
fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com
fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com
fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com
fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com
fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com
fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com
fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com

A oto potrawy, które stworzyliśmy tego wieczoru:

fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com
fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com

Ceviche z łososia z kwaśnymi jabłkami i galaretką miodową z soku brzozowego:

fot. moje :)
fot. moje 🙂

Podpłomyki z pastą z białej fasoli, serem owczym, suszonym pomidorem i salsą z pieczonej oberżyny

fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com
fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com

Jabłkowy boczek z anyżem i miodem lipowym w śliwkach

fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com
fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com

Steki z pieczonego selera panierowane w bursztynie z sosem czosnkowo-pietruszkowym i czuszką

fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com
fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com

Lody waniliowe z prażonymi orzechami włoskimi w piwnym karmelu z czarnym pieprzem

fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com
fot. Michał Mańka http://www.michalmanka.com

Jako że byłam w ekipie przygotowującej deser, to na słodkie zakończenie podam na niego przepis.

Składniki:

  • 500 ml piwa Książęce Ciemne Łagodne
  • 200 g cukru
  • 500 ml lodów waniliowych
  • 200 g orzechów włoskich
  • 100 g białej bezy
  • 2 łyżki cukru
  • 2 łyżki miodu
  • świeżo mielony pieprz
  • 1 gałązka rozmarynu

Orzechy praż w piekarniku przez 4 min. w temp. 200°C.

Następnie wymieszaj w misce nadal gorące orzechy z miodem i cukrem oraz świeżo mielonym pieprzem i posiekanym rozmarynem.

Piwo gotuj z cukrem i redukuj do 1/3 objętości. Wystudź.

Lody podawaj z sosem piwnym i karmelizowanymi orzechami na pokruszonej bezie.

Pin It