Ekspresłówka #26 Wpływ nóg na charakter

Panna Grymaśna, mimo że jest zawodniczką wagi lekkiej – rzekłabym nawet, że muszej – ma dość ciężki charakter. Potrafi nas rozłożyć na łopatki i znokautować bez używania rąk.

Niedawno dodałam dwa do dwóch i odkryłam sekret dość częstego niezadowolenia naszej trzyletniej córy. Kiedy ubierałyśmy się do przedszkola, zwróciła się do mnie zaskakująco słodkim głosikiem:
– Mamo, pomóż mi założyć butki, bo mam dwie lewe nogi.

I nagle wszystko stało się jasne! To jaką nogą ma rano wstać, jak nie lewą?
Jedyna nadzieja w gimnastyce korekcyjnej! A póki co to nie zastanawiajcie się, gdzie wcięło w obuwniczych wszystkie lewe buty.

Pin It

O tym, jak doczekaliśmy się sąsiedzkiej interwencji

Przed 7 rano zapukała do nas sąsiadka. W piżamie i w bojowym nastroju. Powodem jej wizyty była Panna Grymaśna głośno obwieszczająca światu, że nie ma ochoty wstać z łóżka, ubrać się i iść do przedszkola.

Poprzedniego wieczoru Młoda nie mogła zasnąć, więc obudziła się w bardzo złym humorze, łagodnie mówiąc. Na wszystko reagowała płaczem i krzykiem. Po kilku próbach uspokojenia jej doszliśmy do wniosku, że z terrorystami nie negocjujemy i wyszliśmy z pokoju. Wrzeszczała zatem za nami.

Po chwili zmaterializowała się sąsiadka i bez zbędnych uprzejmości wypaliła w stronę Małża, który miał nieprzyjemność otworzyć drzwi:

– Mogę wiedzieć, co tu się dzieje, bo dzwonię na policję!
– To niech pani dzwoni! – odpowiedział hardo, lecz po chwili się zreflektował i dodał już bardziej polubownie. – Córka ma 3 lata, wczoraj nie mogła usnąć, jest niewyspana i ma swoje humorki. Czy pani nie miała małych dzieci?
– Miałam, ale to nie jest normalne, żeby dziecko tak wrzeszczało… – odwróciła się na pięcie i poszła do siebie.

Przyszła, postraszyła policją, spuściła z siebie ciśnienie, za to podniosła nam i poszła. Czy zrobiła coś dobrego? Nie. Gdyby Panna Grymaśna była maltretowanym dzieckiem pomogłaby interwencją w tym stylu? Nie. Jej przekaz był jasny – zróbcie coś z tym dzieckiem, bo mi relaks psuje. A, i macie nienormalne dziecko albo sami tacy jesteście.

Gdyby mój Małż ją potraktował analogicznie do tego, jak ona jego, to na tej klatce schodowej mogłoby dojść do bardzo nieprzyjemnej wymiany zdań. Miała szczęście, że w przeciwieństwie do córki i żony, Małż jest niesłychanie spokojnym człowiekiem.

A mogła zacząć na przykład w taki sposób:

– Dzień dobry, martwią mnie trochę te krzyki. Czy wszystko w porządku? Czy mogę jakoś pomóc? Sama miałam małe dzieci, więc chętnie coś poradzę…

Zwrócę się teraz do Ciebie, sąsiadko. Zrozum, że dla rodzica krzyk dziecka jest traumatycznym przeżyciem. I niekomfortowym.

Nam również zależy na tym, żeby takie sytuacje się nie zdarzały. Ale zrozum, sąsiadko, jeżeli to ma się skończyć, to wymagana jest konsekwencja. Konsekwencja przeważnie trwa dłużej niż 5 minut i nie polega na uleganiu dziecku dla własnej wygody. Staraliśmy się ją uspokoić, ale wyszliśmy z pokoju, bo nie chciała słuchać.

Nie zawsze mamy możliwość spać tak długo, aż się wyśpimy. My jesteśmy w okolicach trzydziestki, Ty sąsiadko, w okolicach pięćdziesiątki, jako tako panujemy nad swoimi emocjami (co do Ciebie, po dzisiejszym spotkaniu, mam wątpliwości). Dziecko potrzebuje jeszcze trochę czasu, żeby się tego nauczyć. I pamiętaj o tym, że jako różni ludzie nierzadko mamy też odmienne temperamenty.

To takie typowe dla pewnego gatunku ludzi, żeby dokuczyć komuś z rana, kopnąć leżącego, wyładować swoje frustracje, nie uruchomić empatii. Zezłościło mnie to, że nawet jeśli przyszłaś do nas z troski, to sprawiłaś wrażenie, jakby nie nie leżało Ci na sercu dobro naszego dziecka tylko własny komfort. Zdenerwowało mnie to, że nie dałaś szansy na dialog, tylko spuściłaś bombę i odeszłaś. Naprawdę, ta scena mogła wyglądać zupełnie inaczej i nie zostawić tylu złych uczuć. My byliśmy bezsilni, teraz jesteśmy oprócz tego zirytowani. Ty, sąsiadko, raczej też nie poprawiłaś swojego samopoczucia.

Nie będę jednak kryć, że należy Ci się mała pochwała za cywilną odwagę. Może kiedyś, jak jeszcze trochę potrenujesz, uda Ci się zareagować odpowiednio do sytuacji.

Pin It

Ekspresłówka #25 Wieczorna niemożność

Trzyletnia Panna Grymaśna wciąż wierzy w magiczną moc pocałunku, który uzdrawia i przyspiesza gojenie. Któregoś wieczoru nie mogła zasnąć. Długo kręciła się w łóżku, stękała i kwękała. Przychodziłam do niej co pięć minut, żeby poprawić kołderkę i przypomnieć, że pora spać. W końcu się przyznała:
– Boli mnie brzuszek. – I od razu znalazła rozwiązanie. – Muszę go pocałować!
Zerwała się z łóżka, podjęła kilka energicznych prób zgięcia się w pół, po czym zrezygnowana stwierdziła:
– Mam za krótką szyję i za małą głowę, żeby się wyleczyć.

nocna niemoznosc
fot. pixabay.com
Pin It

Ekspresłówka #24 Wegetariański hit

Krzątam się w kuchni. Na pole bitwy wkracza Małż i zagaduje nieśmiało, patrząc na pokaźną stertę warzyw na kuchennym blacie:
– Jeśli robisz coś wegetariańskiego na obiad, to mogłabyś do tego usmażyć np. jakiegoś schabowego. Wiesz, chodzi mi o to, że podałabyś to danie wegetariańskie, a obok tego kawał mięcha – to byłoby wtedy niczym ziemniaki i surówka. Mówię ci, to będzie hit na blogu! Wegetarianie nawet nie wiedzą, jak bardzo tego potrzebują!

#czołowymięsarianin
#głosprawdziwegomężczyzny
#potrzebyCzytelnicze

 paprika-1777070_1920
Pin It

Ekspresłówka #23 Motor postępu

Listopad to miesiąc, w którym uwalniają się we mnie niewykorzystane do tej pory pokłady marudzenia. Dzisiaj znowu wstałam lewą nogą i przypominało mi to pewną rozmowę, którą odbyłam z  Małżem w sierpniu. Uporaliśmy się wtedy z małym remoncikiem kuchni, wspólnie odświeżyliśmy resztę mieszkania, bo taki miałam pomysł na aktywny urlop. Kiedy szykowaliśmy się do wyjazdu na wieś, zmęczona ciągłym wydawaniem poleceń i koordynowaniem działań, zaczęłam jojczyć:

– Ech… ja już mam dość! Czasem się czuję, jakbym była w tym domu jedynym organem decyzyjnym! No nic, dosłownie nic, się nie stanie, jeśli nie powiem, że tak ma być! O wszystkim muszę myśleć! Gdyby nie ja, to nie zauważylibyście, że trzeba ugotować, posprzątać i poprać! – załamałam rączęta (przyznaję, wykazuję pewną skłonność do przesady).
Bo tylko tobie to przeszkadza – zripostował Małż.

Wychodzi na to, że kobiece marudzenie jest motorem postępu i bez nas mężczyźni nadal siedzieliby w brudnych gaciach w swoich ciemnych jaskiniach.

retro-1291608_1920

Pin It