Spring rolls z sosem z orzeszków ziemnych

Już sama nazwa spring rolls przywołuje skojarzenia wiosenne, lekkie, piknikowe. Przepis wydaje się być deprymująco długi, ale można go krótko streścić: zawiń w namoczony papier ryżowy ulubione sezonowe warzywa pokrojone w cienkie słupki,  do tego trochę makaronu ryżowego, aromatycznych ziół i na przykład tofu. Proste? Proste!

W przypadku takich nieskomplikowanych dań duże znaczenie mają dodatki – tutaj efekt „wow” powstaje za sprawą wyjątkowego sosu z orzeszków ziemnych – słodko-kwaśnego, pikantnego, z kawałkami apetycznie chrupiących orzechów i jednocześnie aksamitnego. Pełen sprzeczności, które łączą się w harmonijną całość.

Nie dość, że spring rollsy pięknie wyglądają, to jeszcze są wbrew pozorom bardzo sycące i zdrowe. Uczucie sytości w dużej mierze gwarantuje wspomniany sos, którego bazą jest kaloryczne masło orzechowe. Nie ma powodu, żeby bać się tych kalorii, ponieważ orzeszki ziemne to bogate źródło nienasyconych kwasów tłuszczowych (w tym kwasu oleinowego należącego do grupy omega 9), błonnika oraz białka. Oprócz tego jest w nich obfitość kwasu foliowego, witaminy E oraz potasu.

Na koniec dodam, że z masłem orzechowym mam bardzo przyjemne skojarzenia – za każdym razem, kiedy po nie sięgam, przed oczami staje mi pamiętna scena z filmu „Joe Black”. Brad Pitt jako Śmierć delektująca się (a może powinnam napisać w rodzaju męskim delektujący się) masłem orzechowym to elektryzujący widok.

giphy

Wpis powstał we współpracy ze sklepem z żywnością ekologiczną DrPelc, który ma w ofercie znacznie więcej zdrowych dobroci.  Każdy z moich Czytelników może otrzymać 7% rabatu. Wystarczy skorzystać z hasła: AgataGotuje

spring rolls z sosem orzechowym 02-1024

Składniki czytaj dalej…

Pin It

Być mamą – sama prawda, zero lukru, może trochę kolorowej posypki

Lubimy wszelkie wyliczanki i zestawienia – są takie przejrzyste i treściwe. Nie musimy się specjalnie angażować w wyłapywanie najważniejszych informacji, bo wszystko jest wypunktowane. Oszczędność czasu i energii – to, co mamuśki lubią najbardziej.

Też je lubię, więc spisałam 10 obserwacji, które wiążą się z pełnieniem tej niebywale istotnej roli społecznej, jaką jest funkcja mamy. Dyszka to dobra liczba, taka pełna i kompletna.

Oto co zauważyłam w związku z mamowaniem:

po pierwsze primo: Nie jestem najważniejsza

Czasem mam ochotę zawołać: „JA chcę…” i tu wstawić dowolne: pójść na imprezę, pospać do południa, sama zjeść tę czekoladę, zostać w domu i nie iść na spacer, żeby mnie nikt przez chwilę nie dotykał rączkami wysmarowanymi masłem czy akwarelką…

Nie wołam jednak, bo raz: nikt nie posłucha; dwa: to szybko minie (szczególnie te przytulaski – widział ktoś nastolatka na kolanach u mamusi?); trzy: uświadamiam sobie, że po pierwsze zabrzmiałabym jak pięciolatka, a po drugie nie żyję sama, tylko w rodzinie i każda decyzja, którą podejmę musi być dla nas wszystkich jednakowo dobra. O kurczę, to ja podejmuję decyzje – ciągle nie mogę do tego przywyknąć.

Czasem trzeba się też poświęcić dla wyższego dobra. Nie mówię tutaj o wielkich gestach, o których można by nakręcić epicki film, tylko o prozie życia. Nie lubię owsianki/jaglanki/orkiszanki etc., ale z uśmiechem na ustach jem ją razem z dziećmi, żeby dać im dobry przykład.

hands-1191449_1920

po drugie primo: Bałagan to jedyna pewna rzecz

Stan nieładu jest najstabilniejszym ze stanów, jakim podlega nasze mieszkanie. Nie ma jakichś drastycznych wahnięć, specjalnej różnicy między wczoraj a dziś. Wystarczy za to posprzątać i po kwadransie zaczyna docierać do mnie, jak szybko wszystko wraca do wyjściowego chaosu – na przykład na lśniącej szybie natychmiast pojawiają się odciski dłoni i czoła. Jeśli ktoś chce nas odwiedzić, to musi się zapowiedzieć ze dwa dni wcześniej – trzeba dać mi szansę na poudawanie perfekcyjnej pani domu.

Nikt mi nie wmówi, że idealnie posprzątane mieszkanie przy dwójce dzieci to kwestia dobrej organizacji, że da się uniknąć rozmazania banana na kanapie, wdeptania plasteliny w wykładzinę i graffiti z kredek świecowych.

zasnąć można w każdych warunkach

Kiedyś musiałam mieć idealnie gładkie i napięte prześcieradło, pieczołowicie „wytrzepaną” poduszkę, wszelkie okruszki w pościeli doprowadzały mnie do szału. Dzisiaj potrafię spać zgięta jak scyzoryk na skraju dziecięcego łóżka, z łokciem Panny Grymaśnej wbitym w żebro albo jej stopą na twarzy. Potrafię też zasnąć w trakcie wieczornego serialowego seansu z kawałkiem pizzy w ręku. I nie przeszkadzają mi okruszki.

Jestem pewna, że też potrafię odlecieć tak jak ten pan.

spioch

Zimna kawa też jest dobra i można ją sączyć przez cały dzień

Kwestia kawy nie wymaga dodatkowego komentarza. Jedyne, czego wymaga to mikrofalówki. Tak, mam to ustrojstwo w domu. Pojawiło się, kiedy mała czarna stała się małą wiecznie zimną. Służy do dwóch rzeczy – do podgrzewania kawy i robienia popcornu.

Głośne zabawki przestają przeszkadzać. klocki są najgorsze

Zabawki grające, pierdzące, piszczące, śpiewające, buczące, strzelające, dzwoniące – kiedyś przyprawiały o atak serca, dzisiaj są synonimem chwili świętego spokoju. Skoro ktoś nimi hałasuje, to znaczy, że doskonale się bawi, nie wisi na mnie i ma się świetnie. Przy okazji wiem, gdzie jest, bez konieczności rzucania okiem.

Klocki lego i legopodobne są za to w stanie doprowadzić mnie do łez. Nie ma nic gorszego od wdepnięcia bosą stopą w taką kosteczkę. Zwłaszcza wtedy, gdy wycofujesz się raczkiem z pokoju, w którym przed chwilą zasnęły dzieci. Znoszenie bólu w milczeniu i puszczanie w myślach fantazyjnych wiązanek przekleństw mam opanowane do perfekcji.

lego-470158_1280

Dzieci to kupa szczęścia. Z przewagą kupy

Na tę dziecięcą czasem czekałam jak na gwiazdkę, a gdy już się pojawiła oglądałam ją wnikliwiej niż nowe buty przed zakupem. Kupa to jedno z częściej wypowiadanych słów przez młode matki. I jedno z pierwszych słów ich dzieci.

Jakby tego było mało, od kiedy mam dzieci, psia kupa jeszcze bardziej mnie wkurza, bo w magiczny sposób przechodzi z potomstwa na mnie (dlatego zawsze, ale to zawsze, sprawdźcie „dzieciowe” buty, zanim załadujecie sobie młodzież „na barana” albo weźmiecie na ręce). A! zapomniałabym – są jeszcze osiedlowe koty, które uszczęśliwiają małolatów „miękkimi kamieniami” w piaskownicy.

Ogólnie można też temat podsumować stwierdzeniem, że macierzyństwo powoduje pewną znieczulicę na niektóre kwestie związane z fizjologią. I czasem traci się wyczucie stosowności, o czym świadczy obecność tego punktu. I to tak wysoko w zestawieniu.

W mojej torebce jest więcej niż wszystko

Na co dzień mogę zapomnieć o małych, eleganckich torebkach, do których mieści się tylko karta płatnicza, telefon i szminka, bo z konieczności noszę wielkie torby – moje dzieci brudzą wszystko, włażą wszędzie i ogólnie są bardzo intensywne.

Wychodząc z nimi, muszę gdzieś zmieścić chusteczki, wodę utlenioną, plasterki opatrunkowe, wodę do picia, bańki mydlane, książkę, której chyba nigdy nie skończę czytać i sto tysięcy różnych przydasiów, łącznie z kocem piknikowym. Ze spaceru wracam dociążona kamykami, patykami i liśćmi, mega ważną śrubką, która leżała na drodze i wyrwanym z korzeniami kwiatkiem.

bag-19126_1920

Jestem pełnoetatową obcinaczką do paznokci

Mój manicure pomińmy miłosiernym milczeniem. Przy dwójce potomstwa za to mam wrażenie, że zamieniłam się w profesjonalną obcinaczkę do paznokci i codziennie komuś coś przycinam.

Człowiek Wyżerka i Panna Grymaśna są mistrzami wymykania się z objęć (wróżę im karierę –  jeśli nie w MMA, to chociaż w klasycznych zapasach), więc jednego dnia skracam szpony w jednej nodze, drugiego dnia w drugiej, potem przychodzi kolej na dwa palce w lewej ręce, przez resztę tygodnia dążę do ogarnięcia pozostałych i znowu wracamy do nóg.

Już nigdy nie będę sama

Oczywiście, pod warunkiem, że się postaram, nie stanę się jędzą (zołzą, niestety, już jestem i nic na to nie poradzę) i moje dzieci będą chciały w dorosłym życiu być blisko mnie. Nie w takim sensie, że będziemy mieszkać razem po kres naszych dni, ale w takim, że będą do mnie wracać ze swoimi radościami i troskami, że będzie im się chciało co kilka dni zadzwonić czy wpaść raz na jakiś czas na obiad.

Na razie towarzyskiej natury moich Pacholąt doświadczam w tych najbardziej irytujących sytuacjach dnia codziennego (często wpadają do toalety i rozpoczyna się walka o tron; wystarczy, że usiądę z książką, materializują się obok i jestem im bardzo potrzebna; zasypiam z Małżem, budzę się z całą naszą ekipą i kotem).

heart-1363906_1920
mama – w oczach dziecka to najważniejsza osoba na świecie

Przez to, że my, matki, nie stawiamy siebie na pierwszym miejscu paradoksalnie wysuwamy się na prowadzenie w rankingach popularności – taka opozycja do pierwszego punktu.

W ciąży często konsultowałam z moją mamą wszelkie drobne dolegliwości i wątpliwości, w pierwszych dniach po powrocie ze szpitala pomagała mi w „obsłudze” noworodka – udzieliła mi prawdziwego wsparcia i była oazą spokoju. Dzwoniłam do niej po kilka razy dziennie, bywało, że płakałam i smarkałam, rozczulałam się nad sobą – zawsze wiedziała, w którym momencie pocieszyć, a kiedy sprzedać motywacyjnego kopniaka w zadek.

Jako mama starszaka zaczęłam rozumieć wiele jej zachowań, które kiedyś były dla mnie niepojęte. Z czasem pojawia się tych sytuacji coraz więcej. Zauważyłam, że wychowywanie małego człowieka to jest codzienny wysiłek i naprawdę ciężka praca – dzięki temu moja miłość do niej weszła na następny poziom.

Mama jest potrzebna i dorosłej kobiecie w okolicach trzydziestki, i niespełna pięcioletniemu chłopcu. Mama jest niezbędna do przygotowania najlepszej na świecie jajecznicy, poczytania książki, wspólnego wyklejania rybek i kwiatków z papilotek do muffinek. Dwuipółlatce jest potrzebna do naprawienia buziakiem stłuczonego kolana, rozsądzania sporów ze starszym bratem i przymierzania wielkich kolczyków z motylami.

Pin It

Zupa krem ze szparagów

Nie bardzo rozumiem, skąd u większości mężczyzn awersja to wszelkich kremów. Nie tylko tych na talerzu, ale i kosmetycznych. Pewne doświadczenie w tej materii posiadam jako matka jednego małego mężczyzny i żona drugiego – większego.

Jedną z gorszych rzeczy, które mogę zrobić Małżowi, to wtarcie mu w dłonie kremu do rąk, bo na przykład zbyt hojnie wycisnęłam porcję na swoje albo pacnięcie go odrobiną przeciwsłonecznego mleczka, żeby nie spiekł mu się nos albo ramiona. Obrzuca mnie wtedy spojrzeniem skrzywdzonej niewinności i czekam tylko, aż zawoła jak pięciolatek: „Ej, weź się!”.

Podobną minę ma, kiedy na stole pojawia się talerz z kremową zupą. Na Człowieka Wyżerkę znalazłam sposób – zawsze do warzywnego kremu musi mieć dużo czegoś do chrupania i najlepiej, żeby mógł to sobie sam nałożyć. Świetnie sprawdzają się na przykład grzanki czy prażone pestki. W tym wypadku szparagowe łebki dały radę. Jeśli chodzi o Małża, to na drugie danie musi być mięso. W nagrodę. Mężczyźni są czasem jak dzieci… 

zupa krem ze szparagow 01a-1024

Składniki czytaj dalej…

Pin It

Marmolada z pędów świerka

Wychowałam się na wsi. Moi Rodzice do dzisiaj prowadzą gospodarstwo rolne. Jako mała dziewczynka w weekendy albo w wakacje często przychodziłam do nich wcześnie rano, do budynków gospodarczych położonych na wzgórzu, kiedy kończyli pracę i razem schodziliśmy do domu na śniadanie. Szliśmy nierówną drogą, na której nie raz zdarłam sobie kolano, po lewej stronie mając gęsty las świerkowy, po prawej pastwisko odgrodzone szpalerem lip i brzóz.

Wtedy tego nie widziałam, ale dzisiaj dostrzegam, jak zaangażowanym rodzicem była moja Mama. W trakcie tej dziesięciominutowej przechadzki potrafiła przekazać mi wiedzę nabytą od swojego Taty, z którym była bardzo blisko. Opowiadała mi na przykład, że żółtym sokiem glistnika jaskółczego ziela można wyleczyć kurzajki, że szczawik zajęczy jest jadalny i całkiem smaczny, że łodyżki lipowych gałązek podobne w smaku są do siemienia lnianego, że z wierzbowej gałązki da się zrobić gwizdek.

Od Niej dowiedziałam się również, że z młodych pędów świerka robi się syrop na kaszel równie dobry jak z sosnowych.

Późnym majem zeszłego roku wybraliśmy się na spacer tą samą drogą, ale tym razem w składzie rozszerzonym o Małża, Człowieka Wyżerkę i Pannę Grymaśną. Dziedzic dzielnie pomagał mi zbierać delikatne, jasnozielone szczyty świerkowych gałązek.

Przygotowałam z nich coś na kształt marmolady. Produkt końcowy ma niezbyt medialny kolor, ale obłędnie pachnie lasem i wcale nie smakuje jak igliwie. Dżem z pędów świerka jest słodko-kwaśny i żadna z osób, która go próbowała nie potrafiła zgadnąć, z czego jest zrobiony. Pojawiały się różne teorie – komuś ten smak przypominał nawet kiwi. Zrobiłam tylko kilka słoiczków na próbę i żałowałam potem, że tak mało. Będzie powtórka.

marmolada z pedow swierka 01-1024

Składniki czytaj dalej…

Pin It

Jak się robi prawdziwą mąkę? Nie wiesz? No to biegiem do młyna!

Jak wyobrażasz sobie młyn? Pewnie jako pękaty, przypominający stożek budynek z obowiązkowym wiatrakiem ewentualnie z potężnym kołem wodnym przy któreś ze ścian.

1b-1024

W zeszłym roku postanowiłam pokazać Człowiekowi Wyżerce i Pannie Grymaśnej jak wygląda produkcja mąki i młyn z prawdziwego zdarzenia. Wzięliśmy udział w I Dniu Otwartym Młyna Skokowa.

1a-1024

Tak, ten imponujący przedwojenny budynek to właśnie Młyn w Skokowej. Nie ma wiatraka, nie ma koła, ale za to napędza go pasja i szacunek do tradycji. Izabela i Grzegorz Sznajderowie są doskonałym przykładem na to, że da się z powodzeniem wykorzystywać stare technologie produkcji żywności i oferować towar o niebo lepszy niż ten, który znajduje się w masowej sprzedaży.

21-1024

Ta mąka pachnie i smakuje ziarnem. Nie jest wyjałowiona i wybielona, nie ma w niej antyzbrylaczy i innych dodatków, których świadomie nie chcielibyśmy jeść.

2-1024

W trakcie dnia pokazowego Izabela Sznajder pokazała, że pieczenie chleba jest tak proste, że każdy, przy odrobinie dobrych chęci, jest w stanie temu zadaniu podołać.

3-1024

Do tego na pamiątkę chętni mogli zabrać zakwas żytni. Aż chciałoby się napisać na „wieczną pamiątkę”, bo odpowiednio pielęgnowany zakwas jest praktycznie nieśmiertelny 😉

4-1024

Przepis na łatwy chleb „dla blondynki”, który cieszył się ogromnym powodzeniem na degustacji, można znaleźć na fanpage’u Młyna, wystarczy kliknąć tu – klik.

5b-1024

Mieliśmy możliwość zwiedzić młyn od piwnicy aż po sam szczyt, wszystkiego dotknąć, powąchać, obejrzeć. Jak widać na załączonym obrazku, dzieci nie trzeba było specjalnie namawiać do tego, żeby dokładnie zapoznawały się z eksponatami, wszystko je ciekawiło. Dlatego mając ze sobą maluchy, trzeba mieć oczy dookoła głowy.

6-1024

Grzegorz Sznajder oprowadził po młynie kilka grup zwiedzających, każdej szczegółowo opowiedział o całym procesie mielenia. Wyjaśnił, jak powstają poszczególne typy mąki i czym różnią się między sobą. Wiele osób nie było świadomych, jak dużo substancji dodatkowo dodaje się do „supermarketowej” mąki, aby przedłużyć jej świeżość, poprawić właściwości wypiekowe, czy chociażby kolor (tak, tak, niektóre młyny wybielają mąkę). Młyn Skokowa sprzedaje czystą mąkę bez pogarszaczy.

7-1024

8-1024

W taki sposób napełnia się worki z mąką różnych typów.

9-1024

9a-1024

9b-1024

Zboże, które przyjeżdża do młyna jest pełne rozmaitych zanieczyszczeń, których trzeba się pozbyć. Na przyczepie lub w workach ze zbożem można znaleźć różności: śrubki, stare monety, różnego kalibru kamyczki, kawałki słomy, nasiona innych roślin, piasek… To, co pojawia się w takich transportach, widać w ponumerowanych szklanych pojemniczkach.

10-1024

Zboże przechodzi zatem przez szereg różnych urządzeń, które po kolei oczyszczają je z tych zanieczyszczeń. Zasada ich działania jest prosta i wykorzystuje np. różnice w ciężarze między ziarnem a słomkami (te lżejsze zanieczyszczenia można po prostu wydmuchać) lub różnice w średnicy (zboże przeleci przez sito, zanieczyszczenia pozostaną na nim). Kawałki metalu są wyłapywane za pomocą wielkiego magnesu.

10a-1024

10b-1024

Na poniższych zdjęciach widać, że do każdego z worków wpada określony rodzaj zanieczyszczeń.

10c-1024

10d-1024

Wspominałam już na samym początku, że młyn nie jest napędzany wiatrem ani wodą. Sercem młyna jest ogromny silnik, który za pomocą wielu taśm, przekładni i kół napędza rozmaite urządzenia. Jest to stara technologia, która pamięta jeszcze Niemca, ale nadal się sprawdza.

14-1024

15-1024

16-1024

11-1024

12b-1024

12a-1024

13-1024

19-1024

Na koniec wycieczki, po zdobyciu zakwasu i cennej wiedzy, każdy mógł zakupić solidny zapas uczciwie przygotowanej mąki i w domu cieszyć się smakiem tradycyjnego wyrobu. To naprawdę jest różnica.

20-1024

W tym roku zapowiada się powtórka z rozrywki. Jeśli nie macie pomysłu na spędzenie słonecznej soboty, to z całego serca polecam wycieczkę na II Dzień Otwarty Młyna Skokowa!

Pin It