Frittata z cukinią, botwiną i oscypkiem

Kto ma jajka w lodówce, ten nie zginie z głodu. A kto zna przepis na frittatę, ten może sobie posprzątać spiżarkę z rozmaitych resztek i zjeść smaczny posiłek. W tym wypadku zutylizowania wymagały liście botwiny.

Moim najukochańszym „wsadem” do frittaty są młode ziemniaki (muszę w końcu opublikować przepis) oraz cukinia, bo nie dość, że po usmażeniu ma obłędny, słodkawy posmak, to do tego jest niskokaloryczna. Niestety, zjadam jej tyle z innymi dodatkami (och, dajmy na to ten oscypek), że kalorii w sumie wypada dość dużo. Cóż… dbam o to, żeby moja linia była gruba i wyrazista, a jeśli chodzi o stroje kąpielowe, to porzuciłam marzenia o skąpym bikini i zaczęły pociągać mnie modele z pierwszej dekady XX wieku  – za kolano, wszystko zasłaniające. 

Wracając do kuchni, dodam na zakończenie, że frittatę najlepiej zjeść po przestudzeniu, wygodniej się wtedy kroi. Przygotowaną wieczorem, rano można zapakować do modnego lunchboxa i zjeść w pracy zamiast nudnej kanapki.

fritatta z cukinia oscypkiem i botwina 02-1024

Składniki czytaj dalej…

Pin It

Curry z indykiem i botwinką

W polskich internetach większość przepisów na curry opiera się na mleczku kokosowym i paście curry. Można jednak zrobić je inaczej, wystarczy mieć bazę przypraw w postaci kardamonu, kolendry, cynamonu, kuminu i imbiru. Ta piątka wystarczy, żeby nieźle zamieszać w kuchni! A zamiast nieśmiertelnego mleczka kokosowego, za którym niektórzy nie przepadają, można użyć świeżych pomidorów i trochę wody dla nadania odpowiedniej konsystencji. 

Kiedyś miałam opory na myśl o dodawaniu cynamonu do dań wytrawnych, tak bardzo kojarzył mi się np.  z pierniczkami i szarlotką. Dzisiaj dodaję go nawet do makaronu puttanesca. Z każdym nowym, przetestowanym przepisem otwierają się przede mną nieznane kontynenty smaku i w pamięci pozostaje coraz więcej kombinacji.

Curry to potrawa równie łatwa, co nasz rodzimy gulasz. Lista składników wydaje się być długa, ale samo danie robi się szybko i sprawnie. Najwięcej czasu zajmuje duszenie, ale w tym czasie można zająć się czymś innym. 

Podobne curry robiłam już z burakami i dynią. Wersja z botwiną okazała się tak smakowita, że przepis musiał się pojawić na blogu. Nie bez znaczenia jest też fakt, że mamy przecież sezon na młode buraczki. Jak długo można jeść tylko tradycyjną zupę botwinkę?

W tej wersji użyłam słodkiej papryki w proszku zamiast papryki chili, ponieważ młode buraczki są słodkie i są prawie pozbawione tego charakterystycznego, lekko ziemistego posmaku – nie chciałam ich zagłuszać ostrą papryką. Zaostrzyć danie można już na talerzu, posypując je według uznania świeżą papryczką.

curry z botwina i indykiem 01-1024

Składniki czytaj dalej…

Pin It

Chlebki naan

Tradycyjnie chlebki naan, podobne nieco do naszych rodzimych podpłomyków, piecze się w specjalnym piecu, zwanym tandoor. Przykleja się je do ścianek tego pieca, który rozgrzewa się do wysokich temperatur i wypieka przy okazji przygotowywania w nim innych dań. Pieczywo tego typu podaje się na przykład do potraw typu curry. Można nim nabierać sos i nakładać na nie kawałki jedzenia – świetnie zastępuje sztućce. Ta idea bardzo przypadła do gustu Człowiekowi Wyżerce, który z zapałem pomagał nie tylko w jedzeniu, ale i w wałkowaniu oraz formowaniu tych płaskich bułeczek. 

Oczywiście, nie mam pieca tandoor, dlatego chlebki piekłam w moim wysłużonym piekarniku rozgrzanym do maksymalnej temperatury.

Smak chlebków można urozmaicać ulubionymi przyprawami: nacią kolendry lub jej ziarnami, czarnuszką, kuminem, czosnkiem albo po prostu świeżo zmielonym pieprzem.

chlebek naan 01-1024

Składniki czytaj dalej…

Pin It

„Słomiana mama” to lepsza mama?

Weekend. Mama, tata i małe dzieci w domu. Mama krząta się, próbując ogarnąć sprawy, na które nie miała czasu w tygodniu, bo oprócz domowych obowiązków ma jeszcze ośmiogodzinny dzień pracy. U taty identyczna sytuacja. Do tego każde z nich, nie przyznając się przed tym drugim, próbuje choć na chwilę uciec przed dziećmi i mieć tę chwilę dla siebie, chociażby miało to oznaczać zamknięcie się w toalecie z książką czy smartphonem.

Cały tydzień czeka się na te dwa wolne dni, żeby np. nadgonić zaległości w dodatkowej pracy. Taką mamy rzeczywistość w naszym kraju, że czasem etat nie wystarczy, a sobota zamiast być dniem rodzinnym, jest „dniem ogarniania” – robimy wtedy zakupy, wielkie pranie, sprzątamy cały dom na niedzielę i takie tam przyjemności.

wash-878818_1920

A dzieciaki bujają się od rodzica do rodzica, kłócą się ze sobą lub biją, podkręcając nerwową atmosferę albo oglądają bajki, wywołując wyrzuty sumienia. Są co prawda próby podzielenia dnia: „ja do południa zajmę się dziećmi, żebyś mógł popracować nad projektem, a potem ty zrobisz dla mnie to samo po obiedzie”. Znacie to? Szczerze mówiąc, to rzadko kiedy działa.

Nie da się efektywnie pracować, kiedy co chwilę podchodzi dziecko i chce coś pokazać, porozmawiać akurat z mamą, pobawić się właśnie teraz z tatą czy po prostu się przytulić i pobyć razem. Niesamowicie przykry jest fakt, że w takich momentach myśli się o goniących terminach i czuje się frustrację zamiast radości.

tax-468440_1920

Dlatego uważam, że lepiej jest, kiedy jeden z rodziców może wyjść na cały dzień z domu, by zrobić swoje, i zostawić dzieci z drugim. Albo odwrotnie – gdy jest możliwość, żeby jedno z dwojga wyjechało gdzieś z potomstwem. Taki manewr trzeba zaplanować wcześniej, tak żeby każdy mógł sobie zarysować plan działań.

Ostatnio u nas było tak, że dwa tygodnie wcześniej zostałam poinformowana, że Małż musi pojechać w piątek do kolegi aż pod Żywiec, żeby zbudować mu kominek i wróci dopiero w niedzielę wieczorem. Wiedziałam więc, że trzeba nastawić się na to, że nie będę miała czasu na gotowanie i robienie „contentu na bloga”, a pracę, którą mam poza etatem, będę musiała podzielić sobie na etapy i małymi kroczkami zrobić jeszcze przed jego wyjazdem. Grunt to dać czas partnerowi, żeby mógł się przygotować. Głównie psychicznie.

soap-bubbles-766386_1280

Okazało się, że bycie „słomianą mamą” nie jest tak męczące, jak mogłoby się wydawać. Poświęcając dzieciom pełną uwagę uniknęłam wielu krzyków, które dotychczas nam towarzyszyły. Było o wiele spokojniej, bo dzieci widziały, że jestem tylko dla nich.

Człowiek Wyżerka i Panna Grymaśna pokazali, że potrafią się zgodnie bawić (trochę dłużej niż zazwyczaj). Była to też okazja do utrwalenia pewnych zasad, które czasem druga połówka łamała dla chwili świętego spokoju – dzieciaki potrzebują ściśle określonych ram, w obrębie których mogą się swobodnie poruszać. Naturalne jest jednak, że czasem będą próbowały przesuwać te granice i testować naszą cierpliwość i wytrzymałość. Machnięcie ręką na te zagrywki powoduje, że zaczynają przeginać, co jest męczące, również dla nich samych. Po tym weekendzie uświadomiłam sobie, że jednak mam posłuszne dzieci (ale pierwszego dnia miałam ochotę je zamknąć w szafie)!

W końcu miałam czas, żeby z nimi spokojnie porozmawiać, poczytać im, pójść na piknik. Wspólne zabawy bez ciągłego patrzenia na zegarek naprawdę sprawiają przyjemność! Poczułam się lepszą mamą. Ale szczerze mówiąc, za żadne skarby nie chciałabym, żeby tak wyglądały wszystkie moje dni. Co dwie głowy do skakania po nich to nie jedna – wieczorami padałam na twarz. Samotne mamy to mistrzynie świata!

Pin It

Czekoladowe ciasto na ciemnym piwie

Powiadają, że mąż to człowiek, który zapomina o listach zakupowych, rocznicach i urodzinach, ale nie pamięta również o naszych zmarszczkach, rozstępach i zrzędzeniu. Taki jest mój Małż.

Są dni, że mogłabym go ubić, ale nie wyobrażam sobie życia bez niego. A on nie wyobraża sobie życia bez murzynka (nie będę ukrywać, że na widok tego wypieku szczerzej i szerzej się uśmiecha niż na widok mojej rozczochranej osoby każdego poranka).

Podobno jesteś tym, co jesz…

Murzynek to ciasto, które naprawdę wiele zniesie i poddaje się nieskończonej liczbie modyfikacji, dostosowując się do naszego nastroju czy zawartości spiżarki. Zawsze wychodzi smaczny i otulający czekoladowym smakiem. Taki comfort food, pocieszenie w gorszych chwilach czy sposób na szybkie zaspokojenie naglącej potrzeby domowego wypieku.

W tym przepisie wykorzystałam ciemne piwo i maślankę. Za sprawą tego pierwszego, ciasto ma przyjemną, charakterystyczną kawową nutę, dzięki maślance jest wilgotne. Wierzch ciasta posmarowałam masą z lekko słonego serka w typie philadelphia z dodatkiem cukru pudru i oprószyłam na koniec surowym, gorzkim kakao.

Jeśli szukasz innych przepisów, w których można kreatywnie wykorzystać piwo, to zajrzyj koniecznie do jedenastego numeru magazynu KOCIOŁ, tworzonego przez dolnośląskich blogerów. Poczytać go można za darmo, zapraszam 😉

ciasto czekoladowe z piwem 01-1024

Składniki czytaj dalej…

Pin It