Zupa z czosnku niedźwiedziego i cukinii z palmierami

Codziennie, kiedy idę do pracy, przyglądam się rosnącym w szalonym tempie chwastom na miejskich trawnikach i cieszę się z rozpędzającej się wiosny. Wolę to niż kontemplację kilometrowych korków generowanych przez samochody z jednoosobową zawartością. Kiedyś obserwowałam, co robią kierowcy, kiedy stoją w długaśnym szeregu, z czasem jednak stwierdziłam, że zieloność trawnika jest bardziej kojącym i mniej niepokojącym widokiem.

Skoro już jesteśmy przy odcieniach zieleni, mam przepis na genialną wiosenną zupę, którą można jeść zarówno na ciepło, jak i na zimno. Połączenie łagodnej, słodkawej cukinii i aromatycznego, lekko pikantnego czosnku niedźwiedziego to strzał w dziesiątkę. Dzieciaki może być nieco ciężko zachęcić do zjedzenia zielonej zupy, ale jeśli obok pojawi się coś atrakcyjnego, np. wytrawne ciastka, jest szansa, że dadzą się skusić.

W ramach dodatku do tej lekkiej zupy proponuję przygotować palmiery w wersji wytrawnej z pesto z czosnku niedźwiedziego. Robi je się bardzo szybko i wyglądają efektownie. Jak to zawsze bywa w przypadku dań, które się składają z niewielkiej liczby składników, warto zadbać, aby każdy był jak najlepszej jakości. Dlatego pesto polecam wykonać samodzielnie i upolować ciasto francuskie z jak największą zawartością masła.

zupa z czosnku niedzwiedziego i cukinii 01-1024

Składniki czytaj dalej…

Pin It

Sos holenderski II

Obiecałam, że będę podrzucać tutaj przepisy na podstawy i klasyki, zatem lecę z koksem, tzn. z sosem. Od niedawna w dyskontach zaczęły się pojawiać szparagi w cenach, które nie wywołują stanu przedzawałowego, więc trzeba odkurzyć przepis na coś, co do nich pasuje jak Mała Mi do Bobka (pozwól, Czytelniku, że pozostanę w kręgu fascynacji mojej dzieciarni).

Kilka lat temu na blogu zamieściłam przepis na sos holenderski przygotowany z masła klarowanego i białego wina. Ostatnio częściej korzystam z wariantu, w którym używa się soku z cytryny. Opcja cytrynowa rządzi też z tego względu, że w mojej kuchni łatwiej o cytrynę niż butelkę wina – uroki macierzyństwa. Taki sos jest bardziej wiosenny, można nawet stwierdzić, że na swój sposób orzeźwiający, ale wcale nie jest lekki – spójrz, ile w nim masła! A teraz zapomnij o tym, co oczy zobaczyły i śmigaj do kuchni 😉

sos holenderski 01-1024

Składniki czytaj dalej…

Pin It

Zupa krem z dyni i marchwi z pomarańczą i mlekiem kokosowym

W naszej małej rodzinie tylko ja jestem fanką kremowych zup. Dzieciaki chcą chyba udowodnić, że nie są już dzidziusiami i papki mają w poważaniu, a Małż uważa, że w „prawdziwej” zupie musi pływać kawałek mięsa. Nie sądzę, żeby narzekali, gdybym dwa razy w tygodniu serwowała na przykład żurek z kiełbasą albo ogórkową z mięsną wkładką. A wystarczy, że raz w miesiącu pojawia się zupa krem i już na twarzach maluje się rezygnacja.

Wiem, że to nieco zaskakujące, bo jako kulinarna blogerka powinnam głosić kampanię sukcesu i za każdym razem podkreślać, że wszystko, co podaję zostaje wręcz zlizane z talerzy. Jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził – w kuchni tak samo jak w życiu.

Jakiś czas temu wprowadziłam zasadę, że mięsne posiłki jemy dwa – trzy razy w tygodniu. I twardo jej przestrzegam, chociaż mam świadomość, że Małż podjada kiełbasę, kiedy jest w pracy.

W ideę warzywnej diety doskonale wpisują się zupy krem, bo często da się je zrobić bez konieczności gotowania mięsnego wywaru i mają w sobie bardzo dużo smaku. I okazało się, że akurat smak tej konkretnej zupy spodobał się Człowiekowi Wyżerce, który przepada za kokosem oraz Pannie Grymaśnej, która dałaby się pokroić za pomarańcze. Po dodaniu pasty curry, która obłędnie pachnie i przyjemnie pali, powstała rozgrzewająca zupa w energetyzującym kolorze. W sam raz na chłodne, deszczowe dni. 

W tym przepisie możesz zmodyfikować ilość pasty curry, dopasowując ją do osobistych preferencji i do ostrości posiadanej mieszanki (używam m.in. takiej). Dzieciaki nie lubią ostrych potraw, więc po dodaniu odrobiny można odłożyć część zupy i doprawić dla dorosłych pozostałość. 

zupa krem z dyni i marchwi z pomarancza i mlekiem kokosowym 01-1024

Składniki czytaj dalej…

Pin It

Risotto z dynią, gorgonzolą i pieczonymi pomidorkami

Kiedyś już pisałam, że robienie risotto jest dla mnie formą medytacji. Lubię patrzeć, jak masło, roztapiając się powoli, łączy się delikatnymi strużkami z rozgrzaną oliwą. Zapach szklącej się cebuli działa na mnie kojąco, a mieszanie ryżu, który w pierwszej fazie z mlecznych ziarenek zamienia się w szkliste paciorki, nieodmiennie kojarzy mi się z kulinarną alchemią. 

To danie dość czasochłonne, wymagające mieszania i ciągłej uwagi, ale odwdzięcza się aksamitną konsystencją i daje praktycznie nieograniczone pole do eksperymentów ze smakami. 

Na pożegnanie zimy przygarnęłam ze sklepowej półki ostatnią dynię piżmową. Nie wiem, czemu to zrobiłam,  bo nie należy do moich ulubionych. Leżała jednak tak samotnie, a ja czasem mam adopcyjne zrywy. Znalazłam w końcu dla niej zastosowanie.

Dynia, która jest łagodna, nieco mdła i słodkawa, dodana do risotto podkreśla jego kremowy charakter i stanowi dobre tło dla zadziornej gorgonzoli. Całość podana ze słodko-kwaśnymi pieczonymi pomidorkami koktajlowymi i okruchami sera nabiera wyrazistego charakteru.

risotto z dynia gorgonzola i pieczonymi pomidorkami 02-1024

Składniki czytaj dalej…

Pin It

Klasyczne, soczyste kotlety mielone

Jako kobieta, która jakiś czas temu napoczęła kolejną, czwartą już, dziesiątkę życia daję sobie prawo do wypowiadania się na różne tematy. Chciałabym zatem ogłosić wszem i wobec, że jednym z najpewniejszych sposobów na zapewnienie sobie wierności męża czy konkubenta jest umiejętność smażenia kotletów. Uroda przemija, ale apetyt u zdrowego samca zawsze będzie dopisywał. Może mu się na starość rzucić na oczy, może mu się rzucić na mózg, ale na żołądek rzadziej – tak wynika z moich obserwacji.

Jeśli na starość zacznę zrzędzić (jeszcze bardziej), zbrzydnę i się pomarszczę, to będę częściej robić mielone. Mój Małż je kocha prawie tak bardzo jak mnie – jak jednego będzie miał dość, to zostanie dla tego drugiego.

Podzieliłam się obserwacją, dodam też w pakiecie mój patent na to danie.

Jednym z najczęstszych błędów popełnianych podczas robienia kotletów mielonych jest nadużywanie bułki tartej. Zdarzało mi się jeść kotlety (szczególnie w barach mlecznych), w których było jej tyle, że na dobrą sprawę można byłoby je jeść bez ziemniaków, bez chleba, bez niczego. Rozumiem jednak, że jest to forma cudownego rozmnożenia niewielkiej ilości mięsa i w kryzysowych sytuacjach zdaje egzamin.

Jak zrobić dobre kotlety mielone?

Po pierwsze: najlepiej samemu wybrać odpowiednie kawałki mięsa i poprosić o ich zmielenie w sklepie albo zrobić to w domu. Właśnie dlatego jednym z pierwszych zakupów kuchennych jakich dokonaliśmy była maszynka do mielenia.

Po drugie: nie ma się co czarować – kotlety, żeby były soczyste, muszą mieć w sobie trochę tłuszczyku – dorzuć zatem do masy trochę mielonego boczku lub podgardla (sprawdzi się i surowy, i wędzony. Ten drugi wariant nadaje przyjemnego posmaku wędzonki).

Po trzecie: nie musisz smażyć kotletów w nieskończoność – zrumień je i wstaw do rozgrzanego piekarnika na 10 – 15 minut w zależności od wielkości.

Po czwarte: błagam, nie przeginaj z bułką. Nie musisz bawić się w moczenie i wyciskanie tradycyjnej kajzerki (szczególnie, że większość kajzerek to jednak pieczywo niezbyt dobrej jakości). Równie dobrze sprawi się równowartość wagowa dobrej bułki tartej, najlepiej domowej z własnoręcznie przygotowanego pieczywa, i dolanie mleka. Mnie na przykład strasznie drażni namaczanie i odciskanie bułki, wolę opcję z bułką tartą.

Od razu podaję przepis na podwójną porcję kotletów mielonych. Jeśli masz słaby przerób, łatwo podzielisz składniki przez dwa. U nas zawsze pierwsza partia jest zjadana na obiad, a reszta idzie na kanapki ku wielkiemu zadowoleniu Małża.

kotlety mielone 02-1024

Składniki czytaj dalej…

Pin It