Kurczak pieczony (jak z rożna)

Człowiek Wyżerka zapytany o ulubiony kawałek pieczonego kurczaka zawsze odpowiada, że jest to… skóra. Z tego powodu wiele czasu musiało minąć, zanim na blogu pojawił się przepis na drób pieczony w całości. Wystarczyło bowiem, że odeszłam od takiego pieczystego na minutę, żeby sobie przygotować plan do robienia zdjęć, by tajemniczych okolicznościach zostało ono ogołocone z chrupiącej i aromatycznej skórki. W takich okolicznościach musiałam zdusić w sobie wiele słów, których matka nie powinna wypowiadać głośno.

Podejmowałam kolejne próby i w końcu udało się! Poniższy pieczony kurczak został, co prawda, delikatnie uszczypnięty, ale prezentował się jeszcze z godnością. Mam zatem przyjemność zaprezentować jeden z klasyków niedzielnych obiadów, rekomendowany przez Człowieka Wyżerkę – młodszego specjalistę do spraw obróbki mięsa.

Taki kurczak smakuje jak z rożna, z każdej strony ma pięknie przypieczoną skórkę, a do tego jest soczysty. Jakby tego było mało – jest bardzo łatwy w przygotowaniu! Jedyna niedogodność to konieczność obracania go w trakcie pieczenia – trzeba robić to ostrożnie. Odradzam posługiwanie się widelcem, ponieważ wbicie go w mięso spowoduje, że część soków wypłynie i pieczyste nie będzie tak soczyste.

kurczak pieczony jak z rozna 01-1024

Składniki czytaj dalej…

Pin It

10 faktów o mnie – Liebster Award

Na początku grudnia Gosia, współautorka bloga Trawka cytrynowa, nominowała kilku ulubionych blogerów do Liebster Award. Zrobiło mi się szalenie przyjemnie, że znalazłam się w tym gronie. No i do tego przeczytałam o moim dziele tyle miłych słów! Nie wiedziałam nawet, że można ich tak wiele napisać 😉 Fajnie zobaczyć swoje dzieło czyimiś oczami, tym bardziej, że sama mam często problem z tym, żeby w kilku słowach opisać, jaki jest mój blog – Gosi się to udało.

Trochę to trwało, zanim udało mi się skończyć ten wpis – systematyczność i refleks nie są ostatnio moimi cnotami.

Idea Liebster Award jest taka, że nominowana osoba odpowiada na kilka pytań i ma możliwość przeprowadzenia czegoś w rodzaju wywiadu ze swoimi ulubieńcami (podam ich na końcu tego wpisu – bardzo lubię Gosię, ale nie będę jej nominowała w odwecie, bo będziemy się tak liebsterować potem miesiącami – kto to potem będzie czytał?).

Oto moje odpowiedzi na pytania przygotowane przez Małgosię:

1. Jaka jest twoja największa kulinarna słabość?

Musztarda! 😀 Zawsze mam kilka rodzajów w lodówce, robię też sama. Musztardę ziarnistą mogę wyjadać łyżeczką ze słoiczka tak, jak inni wcinają dżem. Z musztardą mogłabym jeść chyba wszystko. Dałabym się też pokroić za pierniczki – uwielbiam takie nieprzesadnie słodkie, ale wyraźnie „pierne”. Kocham również pączki, szczególnie te z piekarnika. Potrafię ich zjeść naprawdę dużo, dlatego piekę je tylko w okolicach tłustego czwartku (zaczynam tydzień lub dwa wcześniej) 😀

2. Jaka jest ulubiona kulinarna pora roku?

Najbardziej lubię przełom lata i jesieni – połowę września do połowy października, kiedy na straganach można kupić najdojrzalsze, najpiękniej pachnące owoce i warzywa, a w lasach jest wysyp grzybów. W tym czasie w mojej kuchni piętrzą się góry soczystych pomidorów i słodziutkich węgierek, a Małż kursuje ze słoikami, wynosząc keczupy i powidła i przynosząc puste naczynia. Z ekscytacją czekam też na początek sezonu na bób – mogłabym żywić się tylko nim, ale podejrzewam, że wpłynęłoby to niekorzystnie na trwałość mojego małżeństwa.

3. Opisz swój największy kulinarny niewypał.

Zupa cygańska – jako młoda pani domu nie pomyślałam, żeby po ostudzeniu schować ją do lodówki. Na drugi dzień zjadł ją Małż i pojechał w trasę. Do dziś wspomina, jak mu się spieszyło do każdego zjazdu na autostradzie.

4. Jaka jest Twoja ulubiona książka kucharska?

To jest bardzo trudne pytanie, bo każda książka, którą posiadam, jest tą ulubioną w określonej kategorii. Z książek kucharskich takich również do poczytania lubię „Apetyczną Pannę Dahl” i „Córeczkę tatusia” Gwyneth Paltrow – czymś mnie kusi ta angielska nostalgia Sophie i kalifornijska swojskość Gwyneth. W kategorii kuchnia polska zwyciężają „W staropolskiej kuchni i przy polskim stole” Marii Lemnis i Henryka Vitry (nie każdy wie, że te dwa nazwiska to pseudonim Tadeusza Żakieja), „Kuchnia Neli” Anieli Rubinstein oraz „Kuchnia Słowian” Hanny i Pawła Lisów, z książek o zdrowym i szybkim gotowaniu „15 minut w kuchni” i „30 minut w kuchni” Jamiego Olivera. Mam dwie chlebowe „biblie” – „Chleb” Hamelmana i „Chleb. Domową piekarnię” Piotrka Kucharskiego.

5. Z jakiego powodu zaczęłaś blogować?

Zaczęłam blogować w listopadzie 2012 roku. Stało się to trochę z chęci walki z monotonią „mamusiowej” egzystencji, bo miałam już wtedy rocznego Człowieka Wyżerkę i od jakiegoś czasu byłam na urlopie wychowawczym – nadrobiłam zaległości czytelnicze i serialowe, zaczęłam szukać innych rozrywek, odkryłam blogi. Na pewno chciałam też udowodnić sobie i innym, że świeżo upieczona mama nie musi się realizować tylko w zakresie opieki nad dzieckiem i może mieć hobby inne niż prasowanie mikroskopijnych ciuszków czy dbanie o urodę. Do pisania bloga podpuścili mnie również znajomi, którzy stwierdzili, że przyjemnie się czyta to, co piszę, a na bloga okołokulinarnego wiele osób chętnie zajrzy, bo gotowanie dotyczy każdego.

6. Jak sobie radzisz z brakiem weny?

Ostatnio muszę radzić sobie albo z brakiem weny, albo z brakiem sił/czasu/sposobności. Jeśli mam jedno, to brakuje mi drugiego. Dojrzewam do tego, żeby zainstalować sobie w telefonie dyktafon i nagrywać pomysły w drodze do pracy. Póki co spontanicznie zapisuję strzępki myśli na karteczkach i wrzucam je do szuflady, czasem udaje się coś z nich złożyć.

7. Leniwe śniadanie czy kolacja na bogato?

Marzę o leniwym śniadaniu, ale w tygodniu śpieszę się do pracy, a w weekendy usiłuję się wyspać. Śniadania robię zatem na szybko, ale za wieczory, kiedy dzieci już położą się spać, są gargantuiczne.

8. Wymarzone miejsce na posiłek.

Marzę o tym, żeby kiedyś zbudować dom z tarasem, na którym w ciepłe letnie wieczory będziemy razem z przyjaciółmi spędzać czas przy dobrym jedzeniu.

9. W mojej lodówce znajdziesz na pewno… musztardę. Pisałam o tym w punkcie pierwszym. Zawsze mam też mleko i ser oraz bardzo dużo masła. Na początku mojej znajomości z Małżem jasno mu powiedziałam, że nie jeśli będzie chciał kupić mi kwiaty, to niech porzuci ten zamiar, bo większą przyjemność mi sprawi, przeznaczając tę samą kwotę na zakup jakiegoś dobrego sera (albo książki).

10. Gdzie wybrałabyś się na kulinarną podróż życia?

Do Włoch – chciałabym u źródła poznać tajniki własnoręcznego przygotowywania makaronów, pieczywa i owoców morza. Kuszą mnie też kierunki wschodnie, szczególnie Japonia i Indie.

11. Jaki jest twój magiczny składnik?

Czas. Wszystko, co najlepsze, wymaga czasu.

Nominuję do zabawy:

Lady Kitchen – mój niekwestionowany number one, mentalna siostra syjamska – jestem pewna, że ją ta nominacja ucieszy „jak nie wiem co”, bo jak sama powtarza, jest „aspołeczną parówą”… Agnieszko, nie musisz dziękować 😛

Niebo na talerzu – kiedy zaglądam na blog Beaty-Opalanki, czuję się jak u siebie – lubimy podobne smaki, obie cenimy smak wspomnień i chętnie wracamy do doświadczeń naszych mam i babć.

Magazyn Kuchenny – mimo nieco mylącej nazwy to również jest blog – blog, który magazynuje przepyszne przepisy i niebywale apetyczne zdjęcia. Prowadzi go duet – Beata i Witek – piękny przykład harmonijnej współpracy, która, jestem tego pewna, zapewni im niebywały sukces.

Klejmotek – Lidia to eteryczna blond polonistka, która pisze o sobie: „Nie lubię elegancji. Nie jestem elegancka. Baby mnie wkurzają”. Uwielbiam ją za ten pazur. Klejmotek to blog refleksyjny, na którym Lidka często pokazuje swoje rękodzieła. Żałuję, że posty pojawiają się na nim tak rzadko, ale muszę przyznać, że nadrabiają jakością.

Gotuj z Kasią – Kasia to dziewczyna o niebywałej charyzmie, która jednocześnie urzeka spokojem i opanowaniem. Podziwiam ją za to, że wspaniale godzi macierzyństwo z prowadzeniem bloga i koordynowaniem prac nad Magazynem KOCIOŁ. Fascynatka kuchni dolnośląskiej, która skutecznie potrafi zarazić pasją.

Dziewczęta, oto pytania do Was:

  1. Jeśli nie blog, to co? Co jeszcze napędza Cię do działania?
  2. Z jaką postacią z serialu/filmu/książki się utożsamiasz?
  3. Kulinarny koszmar dzieciństwa – czego do dziś do ust nie weźmiesz?
  4. Co polecasz obejrzeć/przeczytać?
  5. Jakie zwierzę domowe masz/chciałabyś mieć?
  6. Mamina kuchnia czy restauracyjne szaleństwo?
  7. Tłusty czwartek czy walentynki?
  8. Piątkowy wieczór: kapcie czy szpilki, kanapa czy dance-floor?
  9. Gdzie chciałabyś spędzić wymarzony urlop?
  10. Z jaką fikcyjną bądź historyczną postacią poszłabyś na piwo?
Pin It

Pasta ze słonecznika i pieczarek (rozpustnie i zdrowo)

Jestem przyzwyczajona, żeby zawsze z samego rana, przed wyjściem do pracy, zjeść chociaż jedną kanapkę. Śniadania w formie owsianki, granoli czy innych płatków chlupoczących w miseczce nie są dla mnie atrakcyjne, kiedy muszę w ciągu 15 minut ogarnąć jeszcze kilka rzeczy przed wyjściem. Z kanapką znacznie wygodniej jest miotać się  w porannym amoku.

Domowe pasty do chleba robią w naszym domu oszałamiającą, ale w pełni zrozumiałą, karierę. Rozsmarowane na kromce świeżego, własnoręcznie przygotowanego chleba są jedną z najlepszych rzeczy, jakich można spróbować i sprawiają, że dzień dobrze się zaczyna.

Ostatnio zajadamy się z Małżem pastą z pieczarek i słonecznika, na którą podaję niżej przepis. Opracowałam dwa warianty – oba wspaniałe. Jeden, moim zdaniem bardziej rozpustny,  opiera się na uprażonym na złoto słoneczniku. Drugi – na podgotowanych ziarnach – jest nieco zdrowszy i przyprawiony sosem sojowym, zatem z mniejszą zawartością soli. 

pasta do chleba ze slonecznika i pieczarek 01-1024

Składniki czytaj dalej…

Pin It

Francuska zupa cebulowa (zapiekana z grzankami z chleba na zakwasie i lazurem)

Cebula, mimo tego, że jest tak oczywista i pospolita, jest jednym z moich ukochanych warzyw. A zupa cebulowa to jej esencja – zredukowana, skarmelizowana cebula podkręcona dodatkiem sera i wina to orgia dla zmysłów. Do tego doświadczanie rozmaitych tekstur sprawia, że to nie jest zwyczajny posiłek: chrupiąca grzanka, ciągnący się ser, aksamitna zupa… Tego trzeba spróbować!

Nie zrażaj się długim opisem przygotowania. Mimo wielu wskazówek, zupa cebulowa jest bardzo łatwa do przygotowania i jedyne, czym musisz dysponować (oprócz łatwych do skombinowania składników), to ostrożność i uwaga, żeby cebuli nie przypalić i czas, bo duszenie, gotowanie i zapiekanie trochę trwa.

Jadłam różne zupy cebulowe, takie z dodatkiem serka topionego, z winem i bez wina, z różnymi serami, z grzankami i bez… Nawet z torebki cebulową jadłam. Moją faworytką jest poniższa zupa, na którą przepis znalazłam we „Francuskim szefie kuchni” Julii Child. Ta książka to pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika francuskiej kuchni – opisane są w taki sposób, że naprawdę trzeba się mocno postarać, żeby zepsuć jakieś danie.

Jedynym odstępstwem od przepisu Julii Child jest użycie lazura i bulionu warzywnego. W wersji wegetariańskiej ta zupa również wywołuje efekt „wow”.

zupa cebulowa z grzankami i serem lazur 01-1024

Składniki czytaj dalej…

Pin It

Ekspresłówka #17 Kiełbasa

Człowiek Wyżerkach wrócił z przedszkola. W ramach luźnej rozmowy, która miała umilić proces „rozpłaszczania się”, zapytałam, co jadł na obiad. Dziedzic z wyraźnym zachwytem odpowiedział, że żurek z kiełbasą (wg rozpiski z firmy kateringowej to „zupa wiejska zabielana”). Nadmierny entuzjazm sprawił, że drążyłam dalej:
– Jaka ta zupa była?
– Dobra! A kiełbasa była szara i niebieska!
Fantazyjnie. Ne ma to jak atrakcyjny wizualnie posiłek.

Pin It