Pstrąg łososiowy pieczony z migdałami

Za niecałe półtora miesiąca skończy się rok, więc wypadałoby spiąć poślady i nadgonić wszystkie zaległości, także te blogowe. W folderze ze zdjęciami i w szkicach nowych wpisów mam materiały na niemal 30 postów! Jeśli teraz ich nie opublikuję, to po Nowym Roku już do nich nie wrócę. Czuję, że cały czas rozwijam się zarówno fotograficznie, jak i pisarsko, więc podejrzewam, że za kilka tygodni zgromadzone materiały nie będą wyglądały dla mnie atrakcyjnie. Podobne odczucia wiążą się z pierwszymi moimi publikacjami na Kobiecie Wszechjedzącej, która długo nazywała się po prostu Agata gotuje. A pamiętam doskonale, jak byłam z nich zadowolona.

Czyszczenie dysku zaczynam do rybki. Pstrąg z migdałami pojawił się już wcześniej na moim blogu, ale w formie smażonej. Przy pieczonym jest jeszcze mniej zachodu, nieco czyściej i, co jest chyba największą zaletą, nie trzeba zmywać patelni. Do ryby podałam makaron z pesto brokułowym, w którym również są migdały. Danie jest delikatne w smaku, ale nie mdłe, pięknie pachnie tymiankiem i prażonymi migdałami. Jeśli starannie usunie się z filetu ości, to na pewno posmakuje nawet dzieciom (moje pożerały z apetytem, Panna Grymaśna też, ale to było kilka tygodni temu – teraz dziewoja pości).
pstrag pieczony z migdalami 01-1024
Składniki (2 duże porcje):

  • 2 filety z pstrąga (po ok. 200 g)
  • 1 łyżka masła klarowanego
  • 6 gałązek tymianku
  • 2 łyżki płatków migdałowych
  • przyprawy: sól morska, świeżo mielony czarny pieprz, sok z 1/3 cytryny

Filety opłucz i osusz papierowym ręcznikiem. Skrop sokiem z cytryny, oprósz solą i pieprzem. Tymianek posiekaj i posyp nim filety.

Naczynie żaroodporne wysmaruj masłem, ułóż w nim kawałki pstrąga skórą do dołu i posyp je migdałami.

Wstaw na 15 minut do piekarnika nagrzanego do 200°C.
pstrag pieczony z migdalami 04-1024pstrag pieczony z migdalami 02-1024pstrag pieczony z migdalami 03-1024pstrag pieczony z migdalami 05-1024

Dietetyczne rewolucje

Przygotowywanie śniadań to moja zmora. Sama mogłabym się zadowolić kawą z mlekiem i na niej dociągnąć co najmniej do godziny 11. Moje dzieci jednak działają trochę inaczej. I są straszliwie wybredne, a już wybitnie, kiedy się spieszymy. Nawet Głodzilla przy tym posiłku czyni wyjątek od reguły i je niewiele. Nie jestem w stanie podać śniadaniowych propozycji, które zawsze są strzałem w dziesiątkę. Co jednego dnia moje Stwory zjadają z apetytem, tego za tydzień nie chcą nawet oglądać (oczywiście przyrządzonego od nowa, a nie przetrzymanego przez siedem dni w lodówce). Zupy mleczne, owsianki i jaglanki cieszą się średnim powodzeniem, w jajku na miękko atrakcyjne jest tylko żółtko, z tostów bywa wyżerany sam ciągnący się ser, podawanie kanapek przypomina rosyjską ruletkę, bo nie każda pasta uwodzi smakiem a sałata, pomidor, ogórek czy rzodkiewka to dekoracja jest a nie pożywienie… Można dostać załamania nerwowego. Ostatnio hitem jest… suchy chleb.

DSC_0015-1024

Dlatego ucieszyłam się, kiedy dostałam możliwość wzięcia udziału w warsztatach śniadaniowych pod hasłem „Dietetyczne rewolucje” organizowanych przez Oleofarm. Część praktyczna spotkania była poprzedzona wykładem dietetyczki, Anny Drzyzgi. Pani Ania podkreśliła fakt, że Polska zajmuje czołowe miejsce w Europie pod względem szybkości tycia dzieci. Już 17% naszych bąbelków dorobiło się dzięki nam nadwagi. Specjalnie podkreśliłam ‚nam’, bo to my – rodzice – decydujemy o tym, co podajemy na stół i w jaki sposób nasze dzieci spędzają czas (tylko 25% dzieci uprawia sport poza zajęciami w-f).

Aby zachować zdrowie, warto pamiętać o zasadzie 6 U:
– urozmaicanie
(spożywanie szerokiej gamy świeżych, nieprzetworzonych produktów)
– umiar
(rozsądne porcje)
– unikanie
(cukrów i soli)
– uregulowanie
(stałe pory)
– uprawianie sportów
- uśmiech :)

DSC_0011-1024

Nie wiem, jak Was, ale mnie zastanawiało, ile dziecko, dajmy na to trzyletnie, powinno zjadać na śniadanie. Optymalna kaloryczność tego pierwszego posiłku to 300-350 kcal. W tym może się zmieścić jedno kupne ciastko (np. popularny i atrakcyjny wizualnie biszkoptowy miś z nadzieniem) i słodzony jogurt owocowy – razem to może być 6-7 łyżeczek cukru. W zdrowym śniadaniu, tj. w bułce pełnoziarnistej z serem i warzywami (sałata, ogórek, rzodkiewka itp.) i jabłkiem do tego, mamy w przeliczeniu maksymalnie 1 łyżeczkę cukru i wiele wartościowych substancji.

DSC_0008-1024Po wykładzie dietetyczki ochoczo przystąpiłyśmy do degustacji produktów Oleofarmu. Smak niektórych był sporym zaskoczeniem, szczególnie dla dzieci przyzwyczajonych do słodkich smaków. Sok z rokitnika przejdzie chyba do legendy. Żałowałam, że nie mogłam zabrać ze sobą Głodzilli, z pewnością spróbowałby wszystkiego, bo on lubi hardkor. Niestety Dziedzic mój, zmagający się z zapaleniem ucha, musiał zadowolić się towarzystwem Panny Grymaśnej i swojego Taty.

DSC_0019-1024

Kiedy spróbowałyśmy soków i olejów, Grzegorz Pomietło, szef kuchni restauracji Art Hotelu, pokazał nam, że wykorzystując kilka ogólnodostępnych składników można łatwo przygotować pasty kanapkowe (znikały równie szybko, jak się je robiło) i sałatki.

DSC_0048-1024

Poza umiejętnościami kulinarnymi zachwycona byłam jego podejściem do dzieci. Widać było, że w ich towarzystwie czuje się swobodnie.

DSC_0038-1024

Kiedy dzieci zajmowały się przygotowywaniem kolorowych szaszłyków z owoców i warzyw, mamy pod czujnym okiem pana Grzegorza eksperymentowały z przepisami na pasty kanapkowe i sałatki.

DSC_0045-1024

Ze spotkania musiałam wyjść przed czasem i nie zostałam na degustacji, bo ktoś musiał ruszyć Małżowi na ratunek. Mimo to zabrałam ze sobą moc miłych wspomnień i inspiracji, bo wielokrotnie w trakcie warsztatów podkreślano, że im ciekawsze i ładniejsze są posiłki, tym chętniej dzieci się za nie zabierają.

Na zdjęciach możecie obejrzeć efekty naszych działań.

DSC_0051-1024DSC_0055-1024DSC_0059-1024

Kopytka ziemniaczano-dyniowe z masłem szałwiowym

Nic nie poradzę na to, że oszalałam na punkcie dyni i jem ją co najmniej raz w tygodniu w rozmaitych kombinacjach – jako deser, przekąskę, w formie zupy, składnika nadzień i dodatku do innych potraw.  Doskonale wiem, że kopytka z dyni i ziemniaków ze smażoną w maśle szałwią są banalne. No może będę łagodniejsza dla tego pysznego dania i napiszę, że to nie banał, ale inspiracja klasyką rodem z Italii – włoskie gnocchi (czyli ichnie kopytka) często podaje się z takim subtelnym dodatkiem.

Do tej pory na blogu pokazywałam kilka rodzajów kopytek: klasyczne ziemniaczane, bezglutenowe z dyni i mąki kukurydzianej, z bobu (tzw. bobytka) i ziemniaczano-dyniowe z gulaszem. Teraz stworzyłam kolejną wariację: kopytka z ziemniaków i dyni, z dodatkiem pełnoziarnistej mąki żytniej i bez jajek. Jako że mój Małż i Głodzilla są wybitnie kluchożerni, to zrobiłam od razu potrójną porcję z nadzieją, że część zamrożę i będę miała zapas na czarną godzinę (a tych jest ostatnio coraz więcej, bo Panna Grymaśna jest wampirem energetycznym i czasem bardzo skutecznie sabotuje przygotowanie obiadu). Niestety, kopytka okazały się tak smaczne, że były podjadane po obiedzie i odsmażone na kolację. Nie mam pojęcia, jak to się stało, że nikt od nich nie eksplodował, bo było ich naprawdę dużo.

kopytka dyniowo-ziemniaczane z maslem szalwiowym 01-1024Składniki (3 porcje):

  • 300 g ugotowanych ziemniaków (mączystych, mogą być wczorajsze)
  • 150 g purée z dyni
  • niepełna szklanka (130 g) mąki pszennej (typ 650) + do posypywania
  • 50 g razowej mąki żytniej
  • 1 łyżeczka soli morskiej
  • opcjonalnie: 1 łyżka mąki ziemniaczanej, pół łyżeczki gałki muszkatołowej

do podania:

  • 2 czubate łyżki masła klarowanego
  • garść liści szałwii
  • szczypta soli morskiej i świeżo mielonego pieprzu

Ziemniaki przeciśnij przez praskę i połącz z dyniowym piure, dodaj sól (i ewentualnie gałkę muszkatołową), mąkę żytnią i stopniowo dosypuj pszenną.*

Wyrób ciasto o takiej konsystencji, żeby dało się z niego utoczyć wałeczki. Każdy wałeczek potnij ukośnie na mniejsze kawałki i układaj je na oprószonej mąką desce.

Gotuj partiami w osolonym wrzątku przez 2-3 minuty od wypłynięcia.

Przygotuj masło:

Na patelni rozgrzej masło klarowane, a kiedy będzie gorące, wrzuć na nie listki szałwii (w całości). Smaż przez chwilę, by stały się chrupiące. Dopraw solą i pieprzem. Polej kopytka.

kopytka dyniowo-ziemniaczane z maslem szalwiowym 02-1024kopytka dyniowo-ziemniaczane z maslem szalwiowym 04-1024kopytka dyniowo-ziemniaczane z maslem szalwiowym 03-1024

*Ilość mąki jest zależna od wilgotności pozostałych składników. Jeśli ziemniaki nie są bardzo mączyste, to możesz dosypać trochę skrobi ziemniaczanej.

Skąd się u mnie wzięliście we wrześniu i październiku?

Od czasu do czasu na fejsie dla zabawy publikowałam najśmieszniejsze zapytania wrzucane w wyszukiwarki, które doprowadzały czytelników do mnie. Ostatnio stwierdziłam, że żywot posta na fanpejdżu jest zdecydowanie zbyt krótki, żeby takie smakowite kąski się marnowały. Oto wyciąg moich ulubionych haseł z września i października. Zachowałam oryginalną pisownię. Oczywiście, nie byłabym sobą, gdybym nie skomentowała.

No to lecim:

1. Co zeluje dżem – nie wiem, ale wiem, kto zeluje buty
2. Co ma w sobie krupnik – a który? ten w butelce ma procenty, a ten w garnku kaszę
3. gorzka wątroba z dzika – dzik jest dziki, dzik jest zły i ma bardzo ostre kły oraz gorzką wątrobę
4. dlaczego suszone pomidory sfermentowały – u mnie z psującymi się pomidorami, to była cała epopeja
5. jak przyrządzić cielecine upiec co mozna zrobic z cukini dobrego – nie wszystko na raz!
6. leczo z cukini kielbasa piersi – w mojej głowie pojawiły się sprośne obrazy
7. laski wanilia jako zapach do szafy – wolę jako zapach do deserów
8. marmulada ze śliw i kakaa – poezyja dla żaby szerokoustnej
9. przepis na ogórki kiszone w beczce magdy gessler – kto wie, gdzie MG sprzedaje beczki?
10. słonecznik po upieczeniu zrobł sie zielony – a ja wiem, dlaczego. To od sody!
11. z czego sa zrobione cynaderki – z tego samego, co nerki
12. ziemniaki agata do czego – trudne pytanie
13. zakwas z bóraów – lepiej nie skomentuję
14. jak się zrobił w occie jabłkowym taki kożuch czy można go spożywać - niekoniecznie, ale jeśli już, to spożywać z należytą atencją
15. deser z mąki,oleju - pyszota
16. ćcwiklaććwiklak z chrzanem – nawet pisząc, można się jąkać
17. czy do leczo mozna dodac piers zamiast kielbasy – swoją? powiało genderem – nie tylko falliczna kiełbasa ma prawo pływać w leczo
18. czemu ciasto nalesnikowe nie chce sie przewracac na patelni? – może trzeba je popchnąć, szturchnąć względnie użyć łopatki do przewracania?
19. co zrobić z waflami – najlepiej posmarować czymś i zjeść
20. co zrobić aby skisła zupa – ktoś tu chyba planuje zemstę Montezumy
21. jak zrobić kopytka by przypominały kupowane – nie ma jak u mamy
22. kluski lane do mleka magdy gesler - a mleko prosto z piersi?

 

Jak wygląda spleśniały zakwas z buraków?

Swego czasu nie mogłam przeżyć tego, że Magda Gessler w swoim przepisie na zakwas buraczany kazała zebrać pleśń i płyn po przecedzeniu spożywać ze smakiem. Opadały mi ręce, nogi i cycki, kiedy czytałam pełne uwielbienia komentarze od jej wielbicieli, którzy twierdzili, że zakwas upstrzony tą „szlachetną pleśnią” jest przepyszny i mieszali z błotem każdego, kto śmiał mieć inne zdanie. Nie jestem mikrobiolożką, jestem filolożką, ale wiem, że buraki to nie camembert i tego się z futrem nie je.

Dostałam potem wiele wiadomości, w których opisując swoje „narośle” pytaliście, czy Wasz zakwas ma na sobie matkę octu czy pleśń.

Miałam w planach przygotować dla Was wpis, w którym pokazałabym, jak wygląda dzień po dniu prawidłowo rozwijający się zakwas (na blogu mam już przepis na wersję mocno ascetyczną, bez użycia soli – wychodzi i jest pyszny! na zdjęciach widać charakterystyczną piankę).

Niestety, i mnie dosięgła powszechna ostatnio plaga – mimo że użyłam domowego razowca, mój zakwas postanowił spleśnieć, bo nie przyłożyłam się do niego i zapomniałam o obciążeniu składników. Nic straconego – będziemy się uczyć na błędach. Przedstawiam Wam niezwykle pasjonujący fotoreportaż o tym, jak pleśnieje zakwas z buraków. Teraz już chyba nikt nie będzie miał wątpliwości, czy jego dzieło nadaje się do picia czy raczej do wylania do wc.

Dzień pierwszy:

do słoja wrzucam 1 kg wyszorowanych i pokrojonych na plastry buraków, kilka nieobranych ząbków czosnku, ziele angielskie i liść laurowy. Zalewam solanką (1,5 litra ciepłej, butelkowanej źródlanki z 1 łyżką soli niejodowanej).

dzien 1-1024

Dzień drugi:

o pierwszych oznakach nowego życia świadczy delikatna pianka.

dzień 2-1024

Dzień trzeci:

Zawartość słoika zaczyna pachnieć lekkim kwaskiem. To przyjemny aromat. Kolor cieczy się pogłębia, ale do pianki dołącza pojedyncza, biała kropka.

dzień 3-1024

Dzień czwarty:

świetnie widać, że zaczyna dziać się źle –  mam już dwa malutkie, ale jednoznaczne skupiska kudłatej, lekko zielonkawej pleśni. Zapach także nie jest typowy (czyli przyjemnie słodkawy i kwaskowaty) – pojawia się lekka nutka wilgotnej piwnicy. Mogłabym już się pozbyć zawartości słoja, ale nie byłoby zabawy. Zostawiam, zobaczymy, co z tego wyrośnie.
dzien 4b-1024 dzien 4a-1024
Dzień szósty:

pleśnie odniosły wyraźne zwycięstwo nad bakteriami. W słoju wyraźnie czuć charakterystyczny, „piwniczny” zapach. Pomiędzy skupiskami białej, zielonej i szarawej pleśni smętnie snują się pomarszczone kawałki matki octu.
dzien 5b-1024 dzien 5a-1024
Dzień siódmy:

W tej zagładzie zakwasu buraczanego jest coś pięknego – tyle faktur i odcieni! Dochodzę jednak do wniosku, że już mi wystarczy eksperymentowania. Czy ktokolwiek miałby ochotę zdejmować tę pleśń i wypić potem takie coś albo użyć do barszczu? Wylewam zawartość, słoik wyparzam i jutro zaczynam od nowa.

dzien 7a-1024 dzien 7b-1024

Co zrobiłam źle?

Oto lista błędów, na których można się czegoś nauczyć (albo i nie):

Składniki nie powinny wystawać ponad powierzchnię wody, trzeba je czymś dociążyć od góry, by pozostały zanurzone. Winny mógł być chleb – być może zbyt długo znajdował się powyżej powierzchni wody i przyciągnął pleśnie albo buraki, które były niewłaściwie przechowywane w magazynie (były lekko zwiędłe).