Mango lassi. Lassi nie takie egzotyczne, jak by się zdawać mogło

Mango lassi dla wielu osób brzmi zagadkowo i bardzo egzotycznie.
Do tego stopnia, że nawet celebryckim autorytetom kulinarnym zdarzają się zabawne wpadki, dlatego przestrzegam – w żadnym wypadku nie pisz lassie. Lassie to taki amerykański Karusek, a nie indyjski napój. Jedna litera a taka różnica. Jak łaska i laska.

Lassi wystarczy zrobić chociaż raz, żeby dojść do wniosku, że praktycznie każda polska gospodyni domowa je zna. Co więcej, większość z nas najprawdopodobniej coś podobnego piła nawet w dzieciństwie, więc napój ten przygotowywały również i nasze matki albo babki. Ja sama jako pędrak piłam jesienią jeżynowe lassi (na bazie jogurtu, maślanki lub zsiadłego mleka) i jakoś nie miałam wrażenia, że taka światowa jestem i kulinarnie obyta.

Lassi to, maksymalnie upraszczając, koktajl rodem z Turcji, Pakistanu oraz Indii o rozmaitych smakach przygotowany z jogurtu rozcieńczonego wodą – może być wytrawny lub słodki z dodatkiem owoców oraz przypraw, wśród których prym wiodą kardamon, mięta oraz woda różana (która sama w sobie smaku za wiele nie ma, ale za to obezwładnia aromatem – oczywiście pod warunkiem, że ktoś lubi róże).

Mango lassi to taki sztandarowy napój z tej kategorii. Może dlatego, że kiedyś mango było trudno dostępne i nie każdy wiedział, jak się do niego zabrać. W każdym razie dzisiaj można ten owoc kupić niemal wszędzie i robi coraz mniejszą sensację, bo dzięki dyskontom dosłownie zawędrował pod strzechy.

Przepis na lassi jest maksymalnie prosty i przygotowując je, kieruję się zasadą, że wagowo daję tyle samo jogurtu co owoców, a konsystencję reguluję za pomocą wody.

mango lassi 01-1024

Składniki czytaj dalej…

Pin It

Chłodnik ogórkowo-jogurtowy z krewetkami

Nadchodzi kolejna i prawdopodobnie ostatnia tego lata fala upałów. Kiedy jest gorąco, mało komu chce się stać przy kuchence i bohatersko gotować dwudaniowy obiad. Równie trudno znaleźć też kogoś, kto jest w stanie zjeść sycącą zupę i solidne drugie danie, kiedy wskaźnik temperatury na termometrze dąży do nieskończoności. Dlatego warto znać przepis na szybki i mało absorbujący chłodnik, który bez problemu zaspokoi nadwątlony upałem apetyt.

Pomijając krewetki, większość składników na pewno na co dzień znajduje się w przeciętnej lodówce. Zamiast długich ogórków można użyć 8 – 10 krótkich, gruntowych, ale dopiero po sprawdzeniu, czy nie są gorzkie.

Zupa sama w sobie jest lekka i dość neutralna w smaku – Małż przyrównał ją do mizerii, ja powiedziałabym raczej, że przypomina wytrawny koktajl ogórkowy. Charakter nadaje jej dodatek uduszonych na maśle i doprawionych koperkiem krewetek. Krewetek warto przygotować więcej, ponieważ mają tajemniczą skłonność do znikania tuż przed podaniem – szczególnie, kiedy w kuchni po piętach depcze nam jakiś Człowiek Wyżerka.

chlodnik z ogorka i jogurtu z krewetkami 01-1024

Składniki czytaj dalej…

Pin It

Mizeria z cukinii z koperkiem

Wychowałam się na słodko-kwaśnej mizerii. Doprawiona aromatycznym świeżo zmielonym pieprzem zawsze wywołuje we mnie ekscytację, a gdy jest okraszona sporą ilością posiekanego koperku, to nie potrafię się jej oprzeć. Moja mama robiła mizerię bez zieleniny, jednak ogórki i koperek to dla mnie bardzo dobrana para i dla Panny Grymaśnej oraz Człowieka Wyżerki wybrałam taki smak dzieciństwa.

Wspominałam już, że latem pożeramy ogromne ilości cukinii. Głównie dlatego, że jest bardzo wszechstronna i szybka w obróbce. Dodatkową jej zaletą jest to, że ma niewiele kalorii (kto mnie choć trochę zna, ten wie, że niska kaloryczność nie jest moim priorytetem, ale mam świadomość jej istnienia).

Jakiś czas temu, przygotowując obiad, zorientowałam się, że nie mam na stanie ogórków, choć byłam święcie przekonana, że kupowałam je dzień wcześniej. Wpadłam zatem na pomysł, żeby brakujący składnik zastąpić cukinią i okazało się, że to strzał w dziesiątkę. U mnie sos jest oparty na jogurcie, ale nie ma żadnego problemu, żeby przygotować go na bazie śmietany (najlepiej 12%).

Nie przerażaj się ilością soli w przepisie – większość soli pozostaje w wodzie, którą odlejesz potem z cukinii. Przy okazji przypomnę, że w kuchni używam soli bez żelazocyjanku potasu (czyli antyzbrylacza), np. kamiennej z Kłodawy.

Mizeria z cukinii z koperkiem 01-1024

Składniki czytaj dalej…

Pin It

Sałatka na ciepło z kaszanką

Są takie dni, kiedy mój organizm domaga się solidnego, wręcz męskiego jadła – na przykład ziemniaków z kaszanką. I do tego fury duszonej kiszonej kapusty!

Jeśli jednak zamiast zwyczajnych, tłuczonych ziemniaków do kaszanki podać pokrojone w kosteczkę kartofle zrumienione na patelni, a kiszoną kapustę zastąpić zarówno modnym, jak i bardzo wartościowym odżywczo jarmużem, następnie przełamać smak słodko-kwaśnym zielonym jabłkiem, to wyjdzie nam… sałatka! 😉

Treściwa sałatka z kaszanką i ziemniakami to wariacja na temat klasycznego połączenia kiszki z ziemniakami, cebulką i jabłkiem. Chrupiące i kwaskowe jabłko w towarzystwie podsmażonych ziemniaków z apetyczną skórką, aksamitna i pieprzna kaszanka i zadziorny jarmuż tworzą estetyczną kompozycję o niebanalnym smaku.

Przepis na tę sałatkę przygotowałam do 10. numeru magazynu KOCIOŁ (do pobrania za darmo on-line) – znajdziesz tam inne pomysły na oryginalne podanie tego niedocenianego produktu.

salatka z kaszanka i jarmuzem 02

Składniki czytaj dalej…

Pin It

Mleczny cyc w wielkim mieście

W świetle ostatnich wydarzeń (sprawa sądowa między matką karmiącą a restauratorem) toczy się społeczna dyskusja. Z jednej strony mamy są zachęcane do tego, by karmić piersią zawsze i wszędzie, nawet w miejscach publicznych, a z drugiej niektórzy głupio mądrzy porównują tę czynność z defekowaniem, puszczaniem bąków i innymi naturalnymi czynnościami (niektóre trolle robią wycieczki nawet w stronę seksu oralnego), których społeczeństwo nie toleruje w przestrzeni publicznej.

Przyznaję, że bywam zniesmaczona techniką uprawianą przez niektóre mamy – podciąganie bluzki pod szyję i obnażanie pełnego bufetu, prezentowanie przy okazji pociążowego brzuszka i wszystko to publicznie, jakby były Madonną na koncercie albo aniołkiem Victoria’s Secret. Jednak jeśli miałabym się głębiej zastanowić, to nigdy czegoś takiego nie widziałam „na żywo”, tylko w formie zdjęć, które viralowały w sieci. Czyli nie jest aż tak źle albo los jest dla mnie łaskawy. A nawet gdyby nie szczędził mi takich obrazów, to w przestrzeni publicznej jest wiele rzeczy, które przeszkadzają mi bardziej – np. niesprzątanie po swoim psie.

Publicznie a w miejscu publicznym – to zasadnicza różnica.

Publiczny, zgodnie z definicją słownikową, to „odbywający się przy świadkach, w sposób jawny” albo „dotyczący całego społeczeństwa lub jakiejś zbiorowości” bądź „dostępny lub przeznaczony dla wszystkich”. Nie chciałabym, aby moje piersi były dostępne dla wszystkich. Mój biust jest mój.

Miejsce publiczne natomiast to „teren lub pomieszczenie przeznaczone dla wszystkich ludzi, np. ulica, park, teatr”. Dla wszystkich, czyli również dla matek karmiących, które przecież nie są i nie powinny być zakładnikami swoich dzieci przebywającymi w areszcie domowym do czasu zakończenia laktacji.

breastfeeding-1350738_1920

Karmienie piersią może się odbywać w miejscu publicznym, ale dyskretnie – nie publicznie.

Karmiłam piersią dwoje dzieci i to dość długo. W pierwszym półroczu ich życia rzadko wychodziłam na dłużej, bo jesień i zima nie zachęcały mnie do wielogodzinnych wypraw. O karmieniu w innych miejscach niż domowe zacisze miałam niewielkie pojęcie.

Gdy dzieciaki nieco podrosły, a pogoda zaczęła sprzyjać, wychodziłam na dłużej z ssakami u boku i bywało, że czasem konieczność mnie zmuszała do ich nakarmienia. Zawsze w takich okolicznościach miałam na sobie odzież, która jest przystosowana do karmienia i coś, czym można było chłepczącego Stwora przysłonić. To nakrycie nie wynikało z pruderii, nie obnażałam też piersi w całej jej okazałości. Żeby zobaczyć sutek, ktoś musiałby stać mi nad głową i wpatrywać się weń jak sroka w gnat. Często dziecko tak zasłania pierś, że niektóre bluzki więcej odkrywają. Malarze na religijnych obrazach bardziej obnażali Matkę Boską.

virgin-mary-1260086_1920

Aby bezproblemowo karmić w każdej sytuacji, wystarczy zaopatrzyć się w specjalny stanik do karmienia, rozpinaną bluzkę albo taką o kroju kopertowym. Do okrycia dobrze sprawdza się szal kominowy albo chusta, tudzież nieśmiertelna tetrówka.

Widział ktoś kiedyś krokodyla, który złapał przechodzącą przez bród zebrę i zrobił z nią przewrót, żeby przetrącić jej kręgosłup? To samo może zrobić z piersią zaskoczone lub zainteresowane czymś dziecko. I wcale nie musi być uzębione. Naprawdę, dla własnego bezpieczeństwa, lepiej odciąć nadmiar bodźców zewnętrznych.

Karmiłam dzieci w parku, na plaży, na wyścigach konnych, na weselach, na spotkaniach towarzyskich. Drogie mamy, można przewidzieć, kiedy dziecko będzie potrzebowało piersi i wybadać teren, znaleźć ustronne miejsce, choćby w kącie sali dla wygody własnej i dziecka. Kiedyś, gdy  zapytałam obsługę lokalu o spokojne miejsce, w którym mogłabym dokonać tej czynności dostałam klucz do pokoju socjalnego i o toalecie nikt się nawet nie zająknął – naprawdę, jest zrozumienie w narodzie.

DSC_0094b-1024
Wybaczcie głupią minę, ale tak to jest ze zdjęciami z zaskoczenia. Tak, tam jest Panna Grymaśna. I je. Widzi ktoś coś?

Na koniec dodam, że nie można zapomnieć, że laktacja jest też powiązana z psychiką i zestresowana mama nie nakarmi do syta dziecka albo zajmie jej to o wiele więcej czasu.  W ostateczności, jeśli nie ma dokąd pójść, wystarczy się osłonić czymś i odwrócić na chwilę od szanownego zgromadzenia – pewnie nawet nie zauważą, że coś się stało.

Podsumowując – jak najbardziej jestem za tym, żeby wychodzić z maluszkami i zaspakajać ich głód tam, gdzie aktualnie się znajdują. Ale nie publicznie, tylko dyskretnie.

Pin It