Sushi z kaszy jęczmiennej perłowej z pieczonym łososiem i szparagami (kaszi)

O tym, że sushi można zrobić nie tylko ze specjalnego ryżu, ale i z kaszy, pisałam na początku roku (jeśli umknął ci przepis na kaszi z wędzoną makrelą, to tutaj masz do niego link – klik).

Niedawno zawijałam maki z pieczonym łososiem – aromatycznym, słodko-kwaśnym, z imbirową nutą –  i z zielonymi szparagami. Wszystkie składniki można przygotować dzień wcześniej i sushi rolować tuż przed podaniem.

To świetny pomysł na lekki i szybki, ale pełen wartości odżywczych obiad. W zależności od apetytów z podanych proporcji wychodzą 2 porcje obiadowe albo 4, które można potraktować jako przekąskę. U nas dzieciaki zjadły po 3 maki, z resztą rozprawiliśmy się z Małżem. Zamarynowałam i upiekłam za to większy kawałek łososia i to nim, z dodatkiem szparagów, Człowiek Wyżerka i Panna Grymaśna zaspokoili swoje, nadwątlone upałem, apetyty.

Sushi z kaszy jęczmiennej perłowej z pieczonym łososiem i szparagami 01-1024

Składniki czytaj dalej…

Pin It

Jagodzianki

Gdy byłam nastolatką, lubiłam zapuszczać się głęboko w pobliski las i mozolnie zbierać jagody rosnące na pasie granicznym między Polską a Czechami. Wiem, ile wysiłku i czasu zajmuje zbieranie tych drobnych owoców, dlatego zawsze się dziwię, dlaczego miejscowe chłopki-roztropki sprzedają je po dyszce za litr. Nisko cenią swoją pracę.

Słodkie, lukrowane bułki drożdżowe z jagodami to nie jest mój smak dzieciństwa. Szczerze mówiąc, nie pamiętam, żeby moja Mama je piekła, bo wolała lepić pierogi (przepis na pierogi z jagodami jest tutaj – klik). Pierwsze domowe jagodzianki pojawiły się u nas, gdy kończyłam podstawówkę i postanowiłam coś upiec z własnoręcznie uzbieranymi owocami.

We Wrocławiu jagody tradycyjnie kosztują dwa razy więcej niż w miejscowościach ościennych. Niemal 20 zł za kilogram nie jest jednak ceną zaporową, bo do przygotowania dwunastu sporych bułeczek, na które podaję tu przepis, potrzeba mniej niż pół kilograma owoców.

Ciasto z tego przepisu na drożdżówki z jagodami jest smaczne samo w sobie, pachnące wanilią i bardzo delikatne po upieczeniu. Z kwaskowatymi borówkami po prostu przepyszne. Z podanego przepisu wychodzi 12 szybko znikających jagodzianek (z ok. 85 g surowego ciasta każda) lub 16 (ok. 65 g). W moim piekarniku musiałam je piec w dwóch turach.

jagodzianki 01 -1024

Składniki czytaj dalej…

Pin It

Przemoc kiełkuje w piaskownicy, owocuje w gimnazjum

Mam dwoje dzieci. Niespełna dwuletnia Panna Grymaśna dopiero zaczyna swoją przygodę z innymi dziećmi, a prawie czteroletni Człowiek Wyżerka mimo naszych wysiłków bardzo mocno sepleni. Jednocześnie jest duży jak na swój wiek, empatyczny, wesoły i bardzo otwarty. Na placu zabaw odważnie podchodzi do starszaków i próbuje włączyć się w zabawę albo ją zainicjować. Całkiem nieźle mu to wychodzi, kiedy w piaskownicy jest tylko jedno dziecko.

Problem zaczyna się, gdy dzieci jest dwoje i więcej. 

piaskownica

W stadzie dzieci zaczynają się prześcigać w złośliwościach. Mój Pierworodny po kilku słowach zostaje zaszufladkowany jako „głupi Jasio” i tak też jest traktowany w zabawie. Wyśmiewanie, złośliwe zabieranie piłki czy zgubionego w dzikim pędzie buta, przedrzeźnianie i przeganianie są na porządku dziennym.

Mówiąc szczerze, mam ochotę skopać takim dzieciom tyłki,

bo odnoszę wrażenie, że odwoływanie się do ich uczuć na zasadzie: „czy tobie byłoby przyjemnie? jak ty byś się czuł?” to śmiech na sali i rzucanie grochem o ścianę. Są takie egzemplarze, które patrzą kpiąco, gdy wypowiadam słowa: „porozmawiam o tym z twoją mamą / twoim tatą”. Serce mi krwawi i odzywa się we mnie mama lwica. Skoro wizja rozmowy z rodzicem o niestosownym zachowaniu nie robi żadnego wrażenia, to znaczy, że i rodzic olewa temat. W takim wypadku po cichu i żmijowato załatwiam temat, gasząc młodzież jakąś ciętą ripostą.

Co na to rodzice? Nie ma rodziców. Na osiedlu spoglądają od czasu do czasu z balkonu czy tarasu, ciesząc się chwilą spokoju i wolności. Nie słyszą brzydkich słów, które padają ze słodkich usteczek ich dzieciątek. W parku zajmują się lekturą albo rozmową z innymi rodzicami i nawet nie patrzą na to, co ich potomstwo wyczynia. Deptanie ślimaków, zgniatanie żuczków, cięcie patykiem dżdżownic i łamanie gałęzi to jedne z pierwszych „niewinnych” zabaw każdego podwórkowicza. Lada moment zwrócą uwagę na bezpańskiego kota, potem nielubianego kolegę.

przemoc

Rozumiem, że plac zabaw jest dla dzieci

i dla wielu osób nie jest przyjemne, gdy tę chwilę wolnego czasu na świeżym powietrzu trzeba spędzić na nadzorowaniu zabawy. Nie jestem zwolenniczką wchodzenia z dzieckiem do piaskownicy i drażni mnie, kiedy jest w niej więcej dorosłych niż dzieci. Jestem jednak za tym, żeby obserwować to, w jaki sposób nasze latorośle nawiązują ze sobą pierwsze podwórkowe relacje i interweniować w razie potrzeby. Zawsze mam swoje Stwory na oku. Nie tylko dlatego, żeby stanąć w ich obronie, ale też z tego powodu, żeby natychmiast skomentować i zbesztać nieodpowiednie zachowanie. Jest to męczące, nie podskakuję z radości na myśl o wyjściu na spacer.

Nie chcę, żeby moje dzieci płakały, bo inne się z nich wyśmiewają. Nie chcę również, żeby jakieś dziecko płakało, bo moje sprawiły mu przykrość. Dlatego mam oczy dookoła głowy i nawet jeśli coś przeoczę, to chciałabym, żeby inny rodzic zwrócił mi na to uwagę. Oczywiście w taktowny i kulturalny sposób (marzenie…).

Dzieci powinno się wychowywać od najmłodszych lat, a nie hodować jak bydło – dawać jeść i na trawę wypuszczać – bo z takiego wolnego wybiegu wyrastają mali bandyci, gnojki jedne, troglodyci.

A potem idzie taki komandos z podwórka do podstawówki, później płynnie ląduje w gimnazjum… I się zaczyna.

dzieci i przemoc

Zabawne, że społeczeństwo bojkotuje wszelkie próby wprowadzania do szkół zagadnień związanych z seksualnością, innością, tolerancją dla wszelkich odmienności. Zabawne, że społeczeństwo zalewa się krokodylimi łzami, kiedy ginie jakaś jednostka, która była szykanowana ze względu na swoją seksualność, inność i brak tolerancji otoczenia.

Zanim zaczniemy złorzeczyć nauczycielom, zanim znowu zaczniemy narzekać, jak bardzo poronionym pomysłem są gimnazja, zanim wybierzemy się z widłami i pochodniami pod MEN, odpowiedzmy sobie na pytanie: czy jako rodzice jesteśmy w porządku, czy wychowujemy dzieci czy je tylko hodujemy?

Pin It

Sałatka na ciepło z letnimi warzywami i boczkiem

Sałatka na ciepło albo stir fry, bo to coś w stylu „sru warzywa na patelnię i zamieszaj kilka razy”… czasem nie wiadomo, jak nazwać taką potrawę. Kwestie nazewnictwa mogą być trudne, ale wykonanie takiego dania jest banalnie proste. Największą trudność – przynajmniej dla mnie – stanowi zgromadzenie obranego bobu. Jeśli mam do czegoś go użyć, to zawsze kupuję kilogram. Przy obieraniu w systemie dwa-trzy do buzi i jeden do miseczki jakoś udaje się uzbierać 250 gramów do dalszej przeróbki.

Już myślałam, że ostatecznie skończył się sezon szparagowy, bo na ulicznych stoiskach i na bazarkach daremnie wypatrywałam tych zielonych obiektów pożądania. Pofatygowałam się jednak do nowego warzywniaka i dość pochmurne dziewczę z oczami niczym miś panda sprzedało mi dwa ostatnie pęczki cienkich jak paluszek Grymaśnej szparagów.

Młode ziemniaki ze szparagami, bobem i boczkiem to całkiem niezły pomysł na godne zamknięcie szparagowego sezonu. Tę „sałatkę” można przygotować również w wersji wegetariańskiej, wystarczy zrezygnować z boczku i podsmażyć przez chwilę na oliwie posiekaną chili, po czym dodawać pozostałe składniki.

Młode ziemniaki ze szparagami, bobem i boczkiem 01-1024

Składniki czytaj dalej…

Pin It

Lody banan-mango z miętą

Miałam te lody zatytułować „bananowo-mangowe”, ale za bardzo kojarzyło mi się to z japońskimi komiksami i zaczęłam sobie wyobrażać banany zmiksowane z papierem, więc stanęło na tej dziwnej nieco konstrukcji w nagłówku…

Panna Grymaśna (prawie 2 lata) mozolnie i boleśnie przechodzi proces ząbkowania. Człowiek Wyżerka (prawie 4 lata) był w tej dziedzinie całkowicie bezproblemowy. Zaglądaliśmy mu do buzi i co jakiś czas odnotowywaliśmy, że kolekcja zębów powiększyła się o następny egzemplarz. Zęby Grymaśnej szumnie zapowiadają swoje przybycie, później nieśpiesznie wynurzają się i powoli, powoli rosną, by zaprezentować się w swej niesymetrycznej krasie. Niesymetrycznej, bo wyrastają pojedynczo, a nie parami, jak to miały w zwyczaju mleczaki Starszego Brata.

Gdy Grymaśna cierpi z powodu spuchniętych dziąseł, prawie w ogóle nie je. Żele przeciwbólowe nie przynoszą jakiejś wielkiej ulgi, a gryzaki z wodą, które można chłodzić w lodówce ma w głębokim poważaniu. Już miałam rwać włosy z głowy, gdy zauważyłam, że Panna bardzo lubi lody i sorbety. Zaczęłam więc robić swoje. Wystarczy zmiksować zamrożonego banana samego lub z ulubionymi dodatkami i już jest orzeźwiający deser (który przy okazji przynosi ulgę obolałym dziąsłom). Jeśli banany nie są bardzo słodkie (zawszę kupuję ich więcej i zamrażam, gdy zaczynają brązowieć – oczywiście, obrane ze skórki), to można masę lodową dosłodzić miodem albo syropem z agawy.

Aktualnie wałkujemy orzeźwiającą kompozycję złożoną z mango, banana i mięty. To są naprawdę zdrowe, domowe lody. Składają się niemal w 100% z owoców i mają bardzo przyjemną aksamitną konsystencję bez kryształków lodu. Dodatek mięty sprawia, że są bardzo energetyzujące. Idealne na nadchodzące upały. Smakują nie tylko dzieciakom. A Pannie Grymaśnej aż tak, że mi buchnęła ostatniego loda sprzed nosa, gdy robiłam mu zdjęcia na bloga.

lody banan-mango z mieta 01-1024

Składniki czytaj dalej…

Pin It